Program przedstawiony jeszcze w marcu przez kanclerza Schroedera popierali szefowie największych niemieckich spółek. Z ideą ograniczania podatków i kosztów opieki socjalnej zgadzała się też opozycja, ale w Bundesracie zablokowała projekt ustawy przewidujący finansowanie tych reform głównie poprzez dalsze zadłużanie państwa, gdyż i tak deficyt budżetowy Niemiec przekracza unijne limity.
Ostatecznie, po długich i żmudnych negocjacjach, ustalono i parlament to zaaprobował, że w przyszłym roku wpływy z podatku dochodowego będą mniejsze o 8,9 mld euro. Oznacza to, że samotny, bezdzietny podatnik zarabiający rocznie 50 tys. euro zapłaci o 711 euro mniej, czyli o 5,2%. Kanclerz proponował cięcia o 8,4 mld euro większe i będą one obowiązywały, ale od 2005 r.
Najbardziej kontrowersyjną częścią programu były cięcia świadczeń dla bezrobotnych. Ostatecznie przyjęto ustawę, która nakłada na nich obowiązek przyjmowania ofert pracy poniżej kwalifikacji i opłacanych gorzej niż przewidują układy zborowe. Skrócono też okres wypłacania zasiłków i zmniejszono ich wysokość. Zlikwidowano również wiele ulg podatkowych i subwencji, m.in. do przewozów regionalnych, i ograniczono przepisy chroniące przed zwolnieniami z pracy.
Wszystko to ma zachęcić Niemców do pracy, zmniejszyć wydatki budżetu i zostawić podatnikom więcej pieniędzy na konsumpcję. Wyjście z recesji tamtejsza gospodarka zawdzięcza bowiem prawie wyłącznie eksportowi, głównie do USA. Stowarzyszenie handlowców BAG prognozuje, że sprzedaż detaliczna będzie w tym roku mniejsza o 1%.
W rankingu konkurencyjności gospodarek, opracowywanym przez Światowe Forum Gospodarcze, Niemcy spadły w tym roku na 13. miejsce, z piątego w 1993 r.