W opiniach specjalistów przeważa przekonanie, że na wiosnę 2003 r. światowe rynki akcji i gospodarka weszły w fazę trwałego wzrostu. Najczęściej porównuje się obecną sytuację do tej z okresów 1974-1975, 1982-1983 oraz 1992-1993. Wtedy, w pierwszym roku wychodzenia z kłopotów gospodarczych, indeks opisujący koniunkturę na światowych giełdach wzrastał przeciętnie o 34. Teraz jest to już ok. 40. W przeszłości najlepiej wypadał parkiet japoński, rosnący średnio o 41, najgorzej zaś brytyjski, zyskujący przeciętnie 23. Obecnie sytuacja jest nieco inna. Najsilniejsze okazują się rynki azjatyckie, z wyłączeniem Japonii (wzrost cen sięga 50), najsłabszy zaś jest szeroki rynek amerykański (mierzony indeksem S&P 500), który zyskał jedną trzecią. Siła azjatyckich rynków w tym roku ma dwie główne przyczyny. Zdecydowane rozluźnienie polityki fiskalnej w Stanach Zjednoczonych pozwoliło podtrzymać wydatki konsumenckie w USA. Część z nich przeznaczana była na zakupy towarów importowanych. Korzystały na tym kraje azjatyckie, w znacznym stopniu uzależnione od eksportu. Poza Wietnamem wszystkie mają nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących. Jednocześnie prowadziły politykę, mającą przeciwdziałać umacnianiu swoich walut wobec dolara. Zwiększanie podaży pieniądza i powiększanie rezerw przyczyniało się do wzrostu popytu konsumpcyjnego, co przekładało się na wysokie tempo rozwoju gospodarczego.
Sytuacja diametralnie zmienia się wraz z wejściem w drugi rok ożywienia. W przeszłości stopa zwrotu z indeksu światowego obniżała się średnio do 5. Najbardziej korzystnie w tym okresie wypadały giełdy azjatyckie, bez Japonii, które szły w górę o 15, najmniej powodów do zadowolenia mieli inwestorzy z brytyjskiego parkietu, który tracił średnio 8.Małe jest piękne
Cechą charakterystyczną 2003 roku na rynkach akcji było bardzo dobre zachowanie spółek o mniejszej kapitalizacji. Rosły one prawie dwa razy szybciej od całego rynku. Podczas gdy indeks mierzący koniunkturę na światowych giełdach zyskał w 2003 r. 23, to indeks small-caps, obejmujący spółki o kapitalizacji między 200 mln USD i 1,5 mld USD, zwyżkował o 44. Co ważne, siła mniejszych spółek była zjawiskiem powszechnym. Zdecydowanie lepiej od rynku wypadały one zarówno w USA, Europie, jak i Japonii.
Taka przewaga mniejszych spółek nad całym rynkiem początkowo była pochodną bardziej atrakcyjnych wycen tej grupy firm. Później, gdy wynikająca stąd przewaga zakończyła się, okazało się, że mniejsze spółki w dużo większym stopniu niż blue chips korzystają na poprawie koniunktury gospodarczej. W efekcie w drugiej połowie roku cieszyły się one dużym wzięciem wśród inwestorów. Indeks światowych small-caps wyrównał maksima z 2000 i 2002 r., natomiast amerykański indeks S&P 500, obliczony w ten sposób, że każda spółka bez względu na wielkość ma taki sam udział, ustanowił pod koniec roku rekord wszech czasów. Indeks S&P 500, uwzględniający wartość rynkową przedsiębiorstw, jest wciąż około 30 poniżej historycznego maksimum. W tym przypadku udział spółki o największej kapitalizacji - General Electric - jest większy niż 100 najmniejszych firm. Jednocześnie 10 najbardziej znaczących przedsiębiorstw ma prawie 25-proc. udziału w indeksie.
Dolar najsłabszy od lat
Przez wiele minionych lat korelacja między notowaniami na amerykańskich giełdach i wartością dolara była bardzo duża. Najczęściej zwyżce kursów akcji towarzyszyło umacnianie dolara i odwrotnie. Ta reguła działała jeszcze w I kwartale 2003 r. Potem zupełnie przestała się sprawdzać. Inwestorzy przestali sobie zaprzątać głowę możliwym negatywnym wpływem osłabienia dolara na wzrost gospodarczy i w konsekwencji na kondycję rynków akcji. Najwyraźniej było to widać w przypadku giełd krajów strefy euro. Przyjmuje się, że są one bardzo wrażliwe na zmiany kursu walutowego - mocny pieniądz im nie sprzyja, gdyż ogranicza zdolności eksportowe przedsiębiorstw. Nic dziwnego, że europejska gospodarka wciąż czeka na wyraźne przyspieszenie. Nadzieja na nie i wcześniejsza solidna przecena były powodami znaczących zwyżek giełd Eurolandu.