Ostatnio obserwujemy niespotykany od dawna wzrost cen kruszców szlachetnych i ropy naftowej. Taka sytuacja jest bardzo charakterystyczna dla okresu przed wybuchem konfliktu zbrojnego. Czyżby więc, zdaniem inwestorów, czekała nas kolejna wojna?
Bardzo często jest tak, że trudno wskazać jednoznacznie czynniki decydujące o jakichś zmianach rynkowych. Mało tego: w jednym momencie inwestorzy mogą zareagować pozytywnie na jakąś informację, w innym dokładnie odwrotnie. Najlepszym przykładem są tutaj ostatnie wydarzenia na rynku złotego. Kilka dni temu polska waluta wyraźnie się umocniła po wypowiedziach kilku kandydatów na członków Rady Polityki Pieniężnej. Wynikało z nich, że rośnie prawdopodobieństwo obniżenia stóp procentowych. Takie same wypowiedzi kilka tygodni temu prowadziły do osłabienia polskiej waluty. Ale te kilka tygodni zmieniły nastawienie części inwestorów. Mniej się już boją ogromnych emisji papierów w przyszłym roku, bardziej wierząc jednocześnie w szanse realizacji planu Hausnera. Tak w każdym razie można ocenić ich ostatnie zachowanie na rynkach.
Wracajmy jednak do naszych surowców. Wielu analityków uważa, że wzrost cen złota, platyny, srebra czy miedzi wynika z wciąż istniejącego zagrożenia terroryzmem. Amerykanie zaostrzają kontrolę swojej przestrzeni powietrznej, wprowadzając jednocześnie mnóstwo dodatkowych procedur bezpieczeństwa (jak choćby obowiązek pozostawienia odcisków palców). W dalszym ciągu nie wiemy, czy ostatnia katastrofa egipskiego samolotu wynikała z awarii technicznej, czy też był to zamach. Coraz większą presję odczuwamy także w Polsce. Znaczna grupa specjalistów twierdzi jednak, że to nie terroryzm, ale wyraźne ożywienie amerykańskiej gospodarki powoduje wzrost cen surowców. Są one bowiem szeroko wykorzystywane w przemyśle, szczególnie zaś w przemyśle wysokiej techniki, który budzi się w USA (nie tylko zresztą w tym kraju) do życia, po kilkudziesięciomiesięcznym przestoju.
Także w przypadku ropy naftowej zdania są podzielone. Teoretycznie można zakładać (jak czyni część analityków), że wzrost ceny to efekt wciąż napiętej sytuacji w Iraku. Co prawda Saddam Husajn został złapany, ale nie zakończyło to ataków. Mało tego, pojawiają się różnego rodzaju rewelacje np. ta dotycząca możliwości ukrycia irackiej broni masowego rażenia w Syrii. Zagrożenie atakami terrorystycznymi w innych częściach świata też może negatywnie wpływać na rynek ropy naftowej. Przypomnijmy sobie, do jakich zmian doszło po ataku na World Trade Center. Kto wie jednak, czy racji nie mają ci specjaliści, którzy mówią, że ropa drożeje, bo tanieje dolar. Na pierwszy rzut oka może to wyglądać trochę niedorzecznie. A jednak. Chodzi o to, że praktycznie cały handel ropą naftową rozliczany jest w dolarach (tak swoją drogą jakiś czas temu pojawiła się plotka, że niektóre kraje arabskie mogą przejść na rozliczanie w euro). Spadek wartości dolara oznacza więc, że szejkowie zamienią swoje wpływy na mniejszą ilość euro czy też jenów. A przecież tymi walutami też się posługują. Wzrost cen ropy ma więc zrekompensować im straty.
Co dalej z cenami metali szlachetnych i ropy? Wielu analityków mówi, że to jeszcze nie koniec zwyżek. Za uncję złota możemy w najbliższym czasie płacić 450 USD. Pozostaje tylko wyrazić żal, że w Polsce możemy się jedynie pochwalić pokaźnymi złożami miedzi (co za tym idzie ze srebrem też nie jest najgorzej). Ale dobre i to.