Przebieg sesji można podsumować krótko - fatalny. Po raz kolejny aktywni po stronie popytu na rynku akcji byli niemal tylko arbitrażyści. "Normalne" fundusze jedynie straszą niedźwiedzi demonstracyjnymi ofertami (jedynie ofertami) kupna, które wyraźnie spowolniły wczoraj przecenę i pozwoliły przetrwać połowę sesji w konsolidacji. Czy było to tylko odkładanie wyroku? Końcówka, choć przyniosła nowe minima, to nie dała jeszcze jednoznacznej odpowiedzi, w którą stronę nastąpi wybicie z konsolidacji. Od góry ograniczają ją trzy szczyty, a od dołu wsparcie na listopadowym maksimum przy 1640 pkt. Jeśli jednak spojrzeć na wykres intraday, to już teraz stoimy nad krawędzią przepaści.
Od ponad tygodnia kreślimy bowiem formację trójkąta symetrycznego i choć klasyczna analiza uznaje ją za kontynuację trendu, to nie brakuje przy tym słowa "na ogół". Jak bardzo jest ono tam potrzebne potwierdził rajd Św. Mikołaja. Rozpoczął się na początku grudnia właśnie od wybicia górą z trójkąta, będącego w tym przypadku odwróceniem trendu spadkowego. Teraz do takiego sygnału wiele nie potrzeba, a w konsekwencji należałoby wyznaczyć zasięg spadku (wysokość formacji) dopiero na kolejne wsparcie przy 1560 pkt. Ciężko byłoby oprzeć taki pesymizm tylko na tej formacji. Niedźwiedzie miałyby w ręku jeszcze taki argument jak przebicie linii trendu wzrostowego, która analogicznie prowadzona jest na indeksie, a do tego w tym przypadku z samego dołka i opiera się na 4 dołkach.
Panikować bym nie radził, bo trend wzrostowy nie został jeszcze załamany. Ale wspomniany trójkąt z liniami trendu i linią szyi podwójnego szczytu na indeksie (1629,25 pkt.) ostrzegają, że jakikolwiek mocniejszy spadek, zamieni w przyszłym tygodniu efekt stycznia, w jego defekt.