Nadzieje na wybicie WIG20 z trendu bocznego maleją w miarę jak warszawski indeks największych spółek ignoruje kolejne istotne wydarzenia techniczne. Takim jest wzrost węgierskiego wskaźnika BUX do najwyższego poziomu od połowy listopada. Tylko 200 punktów dzieli indeks od granicy 10 tys. punktów, której nie przekroczył (na zamknięcie sesji) od 31 marca 2000 roku. Ciekawe wydarzenia dzieją się także na innych wschodzących rynkach - w czasie kiedy korekta dotknęła szybko rosnące wcześniej giełdy południowoamerykańskie, rosną notowania w Azji. 52-tygodniowe rekordy regularnie bije koreański Kospi. Przed rozpoczęciem noworocznego "urlopu" najwyższą wartość od czerwca 2001 roku osiągnął chiński Hang Seng.
Na wykresie S&P, po raz pierwszy od 10 grudnia, pojawiły się dwie czarne świece pod rząd. Nie znaczy to, że kontrolę nad rynkiem przejęła podaż. Od środowego rekordu indeks stracił do piątkowego zamknięcie ledwie 6 punktów i znajduje się w dalszym ciągu w średnioterminowym trendzie wzrostowym. Także na rynku Nasdaq korekta ma na razie nieistotne z punktu widzenia analiz technicznej rozmiary.
Tradycyjnie już najsłabiej w ostatnim czasie prezentuje się londyński FT-SE 100. Atak na wierzchołek z 5 stycznia nie powiódł się i na wykresie indeksu zarysowuje się podwójny szczyt. Linia szyi tej niedużej, ledwie 70-punktowej formacji, znajduje się na wysokości 4440 pkt. Wprawdzie piątkowy atak na to wsparcie nie powiódł się, ale odbicie nie było znaczące - w poniedziałek notowania ponownie spadły.
Ciekawa technicznie jest długoterminowa sytuacja techniczna niemieckiego DAX. Indeks przebił wprawdzie główną linię trendu spadkowego i poziom 4 tys. punktów, ale wydarzenie to miało miejsce przy najniższej zmienności rynku od kilku lat. Wiarygodność sygnału pozostawia wiele do życzenia. Z drugiej strony trudno znaleźć przeciwwskazania, dla których wykres indeksu nie miałby dotrzeć do 4,5 tys. punktów, gdzie znajduje się 38-proc. zniesienie bessy, zapoczątkowanej w marcu 2000 roku.