Środowe notowania pokazały, że słabość segmentu największych firm w ostatnich dniach nie była żadną zasłoną maskująca, po której nastąpi niespodziewany atak kupujących. Opuszczenie dołem konsolidacji jest jednoznacznie negatywnym sygnałem. Jego konsekwencją będzie utrata przekonania w możliwość szybkiego pokonania 1700 pkt przez WIG20. Wiara, że do tego dojdzie powstrzymywała inwestorów przed wyprzedażą akcji.

Drugim czynnikiem, oddziałującym w ten sam sposób, jest wciąż dobry klimat na zagranicznych giełdach. Choć ostatnie sesje nie robią dobrego wrażenia, a utrzymujące się od początku stycznia bardzo duże obroty sugerują poważniejszą dystrybucję akcji, ostatecznych niekorzystnych dla posiadaczy akcji rozstrzygnięć tam jeszcze nie ma. Można jednak przyjąć, że wraz z publikacją wyników za IV kwartał potencjał wzrostowy amerykańskiego rynku wyczerpał się.

Wraz z wybiciem z konsolidacji inwestorzy prawdopodobnie przestaną myśleć o szybkim powrocie zwyżek na parkiet. Raczej zaczną zastanawiać się nad tym, czy warto trzymać w portfelu przewartościowane akcje, skoro nie zanosi się na to, by przyniosły w krótkim czasie zysk. Determinacja sprzedających akcje cieszące się dotąd największym wzięciem - Dębica, Kęty oraz szereg średnich spółek - nie wróży nic dobrego. Przypominamy sobie z przeszłości, że często taki niespodziewany atak podaży i często w danej chwili nie do końca wytłumaczalny, był początkiem średniookresowego zwrotu koniunktury.

Kolejne tygodnie będą stać pod znakiem podwyższonej niepewności politycznej związanej z planem Hausnera. Plan w najmniejszym stopniu nie redukuje tegorocznych zagrożeń. Nawet jego wdrożenie w obecnej formie nie gwarantuje uniknięcia zaostrzenia kryzysu finansów państwa. Do tego nie będzie on głosowany w parlamencie jako całość, ale trzeba przyjąć szereg ustaw. Przy poparciu jedynie SLD i UP dla rządu nie będzie to wcale takie proste.