Poranek na rynku terminowym nie przyniósł zbyt wielu emocji - otwarcie wypadło bowiem w pobliżu poniedziałkowego zamknięcia. Przed popytem stanęła spadkowa linia trendu prowadzona przez szczyty z końca stycznia, doskonale widoczna na wykresach intraday. Kontrakty bez potwierdzenia wczorajszych wzrostów na rynku kasowym oczywiście tego oporu nie pokonały i jak się później okazało, zachowawczość popytu była jak najbardziej uzasadniona. Tuż po otwarciu indeksu rynek terminowy błyskawicznie ruszył w dół, łamiąc przy okazji najbliższe wsparcie na poziomie 1637 pkt. Tym samym przesądził o negatywnej wymowie całej sesji, gdyż bykom porannych strat nie udało się już odrobić.
Na razie wygląda więc na to, iż opór w połowie czarnej świecy znajdujący się na poziomie 1656 pkt, skutecznie powstrzymał korektę wzrostową i trend spadkowy zostaje utrzymany. Mimo to atak podaży wyglądał dziś niezbyt przekonująco, przede wszystkim z uwagi na dość niskie obroty, sięgające na rynku spółek WIG20 niecałych 170 mln. Nastroje na rynku kontraktów są bardzo pesymistyczne, co odzwierciedla baza, która praktycznie przez całą sesję była ujemna. Jest to nieco przesadzona reakcja inwestorów na odbicie od pierwszego niepokonanego oporu, gdyż aż tak niepokojące wnioski nie płyną z analizy samego indeksu.
Sytuacja wygląda bardzo niejednoznacznie. Duże trudności z pokonaniem przez FW20H4 1730 pkt, i odpowiednio przez indeks psychologicznej bariery 1700 pkt oraz relatywna słabość w stosunku do innych giełd spowodowały, po pokonaniu wsparć technicznych, sporą wyprzedaż. Na razie wybicie z konsolidacji w ubiegłym tygodniu nie znajduje potwierdzenia. Przebicie 1605 pkt będzie jednak jednoznacznym sygnałem, że o zwyżkach można na długo zapomnieć.