Witaj George, tu Olek Kwaśniewski - prezydent Polski. Mam do Ciebie taką bardzo delikatną sprawę. Czy mógłbyś podpowiedzieć swoim chłopakom, żeby załatwili naszym chłopcom z takiej firmy Bumar, pamiętaj B-U-M-A-R, żeby wiesz, wygrali ten przetarg na dostawy wyposażenia dla irackiej armii.
Cześć George. To ja Leszek Miller, pamiętasz - premier rządu polskiego. Nie wiem, czy telefonował już do Ciebie Olek Kwaśniewski, wiesz nasz prezydent, w sprawie tego kontraktu dla naszych chłopaków. Zależy nam, żeby wygrał Bumar. Wiesz, oni są drodzy, nawet bardzo, ale Wasi chłopcy mogą zarobić na czymś innym. Poza tym jesteśmy Waszymi wiernymi sojusznikami, ba, nawet najlepszymi przyjaciółmi i chyba nam się coś należy, nie?!
Nie wiem, jak wyglądały naprawdę rozmowy polskiego prezydenta czy premiera z prezydentem USA. Ale po reakcjach na przegraną Bumaru wiem na pewno, że chyba mniej więcej tak wyobrażało sobie przetarg paru zawiedzionych facetów w Polsce: biznesmenów, polityków i związkowców. Dla nich widać przetarg to jak reklama piwa bezalkoholowego, w której smakosz tego trunku w chwili wypowiadania słowa "bezalkoholowe" puszcza do publiczności oko. Nie chciałbym, aby polskie firmy uczestniczyły w przetargu z przymrużeniem oka. Taki przetarg miałby krótkie nóżki. Reguły gry muszą być dla wszystkich jasne i takie same. Jeśli zostały naruszone, a któraś ze stron potraktowana protekcjonalnie - to zmieniałoby postać rzeczy i kwalifikowało się do dochodzenia swoich racji.
Bez względu jednak na wynik zamieszania, naszym problemem jest ciągle mentalne uwikłanie w przeszłości. W przeszłości, w której nie kupowało się normalnie samochodów, pralek, telewizorów, usług, mieszkań - a wszystko się załatwiało. Załatwiactwo to wyraz, którego nie ma w słownikach języka polskiego. Załatwiactwo to element naszej podświadomości, który - niestety - dziedziczony jest przez pokolenie dorastające już w nowym ustroju. Sprowadza się do przekonania, że np. przetarg przetargiem, ale jeśli mamy odpowiednich protektorów, to racja musi być po naszej stronie. A przykładów, które potwierdzałyby takie pojęcie o gospodarce rynkowej, jest w bród. Wystarczą doniesienia, że armia przepłaciła za dostawę oleju lotniczego, poczta kupiła droższe paliwo zamiast tańszego, że Ministerstwo Skarbu przepłaciło za samochody, a urzędnicy resortu zdrowia wybrali droższy sprzęt do przywracania akcji serca.
Co czwarty przetarg publiczny w Polsce jest unieważniany. Dlaczego? W znacznej mierze dlatego właśnie, że zwyciężyć mógłby ktoś spoza układu. A stare prawo regulujące zamówienia publiczne pozwalało na stosowanie takich kruczków, które eliminowały "niewłaściwych graczy".