Przed tygodniem udowodniłem (mam nadzieję, że udowodniłem!) Państwu, iż w dzisiejszych czasach nawet formalny właściciel zakładu pracy, mający wpis w księdze wieczystej i inne stosowne dokumenty - jest tylko dzierżawcą swej "własności"; właścicielem wszystkiego jest wszechmocne państwo, które łaskawie daje dzierżawcy udział w zyskach - np. 81%.
Ciekawy przykład dowodzący, że państwo czuje się właścicielem wszystkiego, znalazłem ćwierć wieku temu. Otóż kilku pracowników Politechniki Warszawskiej coś wynalazło; opatentowali toto jak trzeba i zaproponowali produkcję tego w Polsce, żądając 50% czystego zysku. Za granicą tyle by dostali (każdy chce zarobić drugie 50%...) - ale oni, jako patrioci, dają Polsce prawo pierwokupu. Na co urzędnicy stosownego ministerstwa oświadczyli, że godzą się co najwyżej na 20%. Każdy ma prawo, oczywiście, propozycję przyjąć lub odrzucić - ciekawa była jednak argumentacja tych urzędników. Oświadczyli oni mianowicie: "No przecież nie możemy Wam dać tych 30%!"
Jak z tego wynika, urzędnicy państwowi zakładają, że Lewiathan jest właścicielem również pomysłów swych "obywateli" - i łaskawie daje im z nich jakąś część. Unia Pracy np. domagała się, by producentom zostawiać tylko 45% (podatek od wysokich zysków miałby wynosić 55%) - ale taka np. UW łaskawie godziła się dawać dzierżawcy (zwanemu mylnie "właścicielem") aż 81% - no, mniej, bo oprócz CIT są jeszcze inne podatki. Jednak poza UPR nie ma w Polsce polityków, którzy powiedzieliby wprost: "Właściciel - to właściciel, i własności, ani pożytków z własności, odbierać mu nie można - także przez podatek dochodowy".
Już Arystoteles udowodnił, że dzierżawca na ogół doprowadza własność do ruiny - bo zależy mu na tym, by kwitła 10, może 20 lat - a potem mogą ją sobie diabli wziąć. Jeśli dziś Kowalski, oszukany wpisem w księdze wieczystej, czuje się właścicielem - to właściwie dobrze, bo działa jak właściciel... Jednak wielu mądrych ludzi wie, że nie są właścicielami, że Lewiathan w każdej chwili może im wymówić dzierżawę (w nowomowie: "ograniczyć lub odebrać własność") - więc działają tak, by jak najwięcej nachapać szybko - a potem... potem będzie, jak Lewiathan da...
Jeśli zamiast "właściciela" mamy "współwłaściciela" - to jego związek z firmą jest jeszcze słabszy - ale to już kwestia umów między wspólnikami. Spółka na ogół działa gorzej od firmy jednoosobowej ("Mówiły jaskółki, że niedobre są spółki...") - ale to już kwestia decyzji ludzi, których krępować nie wolno.