Spadki na Wall Street w końcówce czwartkowej sesji sprawiły, że marcowe kontrakty otworzyły się 13 pkt na minusie (1722 pkt). Stronie podażowej nie udało się jednak dowieść tej przewagi do końca. Spokój na rynku kasowym sprawił, że inwestorzy przystąpili do zakupów. W efekcie na godzinę przed końcem, kontrakty wróciły powyżej 1735 pkt. Ostatecznie tydzień zakończyły na poziomie 1740 pkt.

Na wykresie powstała biała świeczka. W kontekście czwartkowego spadku i utworzonej wtedy długiej czarnej świecy, należy ją traktować jako próbę odbicia (pomogło wsparcie na 1717 pkt). Czy oznacza więc to, że spadki będą kontynuowane w przyszłym tygodniu? Niekoniecznie. Patrząc na wykres kontraktów można odnieść wrażenie, iż rynek znalazł poziom równowagi i czeka teraz na nowe impulsy. Pozostaje więc czekać razem z nim.

Wykres tygodniowy również nie zbliża nas do odpowiedzi na pytanie o kierunek, w jakim podążą kontrakty w najbliższej przyszłości. Druga już świeca z długim górnym cieniem, testującym okolice 1790 pkt (tym razem doji), może zapowiadać przynajmniej czasowe ochłodzenie nastrojów. Potwierdza to obserwacja podstawowych wskaźników, np. RSI i ROC utworzyły z wykresem potężne negatywne dywergencje. Sugerując się tylko tymi wskaźnikami, już teraz można się przygotowywać, jeżeli nie do zmiany trendu, to przynajmniej do dużej korekty.

Niestety, to za mało, żeby otwierać krótkie pozycje. Dopóki kontrakty znajdują się zarówno powyżej 10-miesięcznej linii hossy (1640 pkt), jak i szczytów z września i października br. (1652, 1665 pkt), "shorty" są zbyt ryzykowne. Zresztą podobnie jest z długimi pozycjami. Stąd też nie pozostaje nic innego jak czekać, aż skończą się obecne przepychanki i zostaną wygenerowane jednoznaczne sygnały.