Takiej właśnie decyzji EBC powszechnie oczekiwali ekonomiści i analitycy, gdyż nie było ze strony banku żadnych zapowiedzi złagodzenia polityki pieniężnej, mimo że z każdym miesiącem coraz więcej argumentów przemawia za obniżką stóp.
W minionym tygodniu kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder i premier Francji Jean-Pierre Raffarin bez ogródek nalegali na EBC, by obniżył koszty kredytu. Stopa inflacji w strefie euro spadła w lutym do 1,6%, poziomu najniższego od ponad 4 lat, i jest znacznie poniżej docelowego progu EBC wynoszącego 2%. Bezrobocie w Niemczech wzrosło i jego stopa w największej europejskiej gospodarce wynosi już 10,3%. Jednocześnie o 2% w stosunku do poprzedniego miesiąca spadły w styczniu zamówienia dla niemieckich fabryk. Wyjście strefy euro z recesji umożliwił przede wszystkim eksport, ale w III kw. ub.r. wzrósł on o 2,3%, a w IV już tylko o 0,2%. Wszystko to powoduje pogarszanie się nastrojów zarówno producentów, jak i konsumentów, a to od ich wydatków w głównej mierzy zależy tempo wzrostu gospodarczego.
Po ogłoszeniu wczorajszej decyzji pojawiły się więc opinie, że EBC potrzebne są oznaki zapaści gospodarczej, by przystąpił do obniżania stóp. - Może po trzech miesiącach spadku indeksów zaufania zaczną zmieniać politykę - powiedział agencji Bloomberga Martin Hochstein z frankfurckiej firmy SEB Investment-Fonds, zarządzającej 4,6 mld USD.
Prezes EBC Jean-Claude Trichet wciąż jest przekonany, że silne euro bardziej zwiększy siłę nabywczą konsumentów w strefie euro, a zatem ich wydatki, niż zaszkodzi eksportowi.
W Anglii też bez zmian