Jeszcze w połowie piątkowej sesji wydawało się, że strona popytowa zakończy tydzień silnym akcentem. Niestety, po raz kolejny dane z amerykańskiej gospodarki pokrzyżowały bykom plany. Kontrakty spadły o 14 pkt i ostatecznie zakończyły na poziomie 1804 pkt. Ten w sumie niewielki spadek, biorąc pod uwagę, jak złe były opublikowane dane, wynikał ze spokojnego początku sesji na Wall Street.
Na wykresie dziennym została wyrysowana świeca z górnym cieniem. Nie jest to element o znaczeniu podażowym. Stąd też, o ile tylko za oceanem nie będzie tragedii, to w poniedziałek kontrakty prawdopodobnie ruszą dalej do góry. Jest to o tyle realne, że przecież amerykańscy inwestorzy mogą sobie wytłumaczyć, że fatalne dane z rynku pracy oddalają widmo podwyżek stóp procentowych przez Fed. Pokrętna to logika, ale nieobca tamtejszym graczom.
Za kontynuacją zwyżki przemawia również tygodniowy wykres kontraktów. Ostatnia biała świeca oddaliła widmo powstania podażowej formacji wisielca. Będzie to zachęcać do dalszych wzrostów. Obecnie najbliższym oporem są okolice 1910 pkt. Tworzy go średnioterminowy szczyt z grudnia 2000 r. W sprzyjających warunkach poziom ten może być testowany nawet w przyszłym tygodniu.
Jako że znajduje się tam również zniesienie Fibonacciego (61,8% bessy z lat 2000-2001), stąd też ewentualny wzrost do 1910 pkt powinien zostać wykorzystany do zamknięcia długich pozycji. Opór jest silny, a dynamika wzrostów już nie poraża. Dlatego też należy oczekiwać, że ewentualny test 1910 pkt, wywoła realizację zysków i wejście kontraktów w dłuższą korektę.
Reasumując, na wykresach, niezależnie od kompresji czasowej, widać wyraźną dominację popytu. Stąd też wzrosty powinny być kontynuowane na najbliższych sesjach.