Wtorkowy spadek kontraktów na WIG20 całkowicie zniwelował wzrost z dwóch poprzednich sesji. Tym samym nastąpił powrót pod przełamaną w poniedziałek linię oporu, biegnącą przez kolejne szczyty, począwszy od 8 stycznia. Wybicie stwarzało szansę na zwiększenie dynamiki trendu wzrostowego. Rynek nie zdołał jednak jej wykorzystać.
Kolejny raz powtórzył się schemat, według którego niemal natychmiast po ustanowieniu nowego maksimum, czy też po przekroczeniu jakiejś bariery (co teoretycznie powinno wzmocnić trend wzrostowy), rynek zaczyna słabnąć. Z drugiej strony, kolejne dołki i szczyty znajdują się coraz wyżej. Trend wzrostowy trwa więc mimo wyraźnych sygnałów słabości. Taka sytuacja powoduje dezorientację, a negatywne sygnały przestają być postrzegane jako wiarygodne. Nawet ci, którzy je widzą, nie spodziewają się już szybkiego zakończenia zwyżek.
Takie psychologiczne tło paradoksalnie stanowi silne potwierdzenie technicznych sygnałów słabości rynku. Dotyczy to jednak nieco dłuższej perspektywy czasowej. Jeśli chodzi o najbliższą przyszłość, to lekkie odreagowanie pod koniec wczorajszej sesji w zestawieniu z bliskością wsparcia wyznaczonego przez szczyt z lutego i dołek z ostatniego czwartku prawdopodobnie zapowiada lekki wzrost. Po zanegowaniu poniedziałkowego wybicia nie spodziewam się jednak ataku na ostatni szczyt.
Nawet jeśli taki atak miałby nastąpić, to i tak pozbieranie się i odzyskanie wiary we własne siły powinno zająć bykom trochę czasu. Bardziej prawdopodobne wydaje się tąpnięcie, takie jak pod koniec stycznia lub w drugiej połowie lutego, a następnie testowanie głównej linii trendu wzrostowego znajdującej się obecnie w pobliżu 1715 pkt. Jej przełamanie byłoby chyba wreszcie wiarygodnym sygnałem zmiany trendu.