Czwartkowa sesja na rynku kontraktów terminowych na WIG20 przyniosła znaczną przecenę. Towarzyszyły jej bardzo duże zniżki indeksów giełd europejskich i futures w USA.
O ile trudno było wskazać racjonalnie powody wcześniejszych raptownych spadków (poza realizacją zysków), o tyle teraz łatwo jest je wytłumaczyć drastycznym pogorszeniem nastrojów na rynkach europejskich i w USA. Tamtejsze indeksy w ciągu kilku dni potraciły po kilka procent, co przełożyło się na spadek wartości kontraktów na WIG20 w ciągu trzech dni aż o 99 pkt (od maksimum w poniedziałek do wczorajszego minimum). Długa strona rynku stała się ostatnio bardzo nerwowa, co widać po poziomie trzech ostatnich otwarć w stosunku do zamknięć z sesji je poprzedzających.
W tej chwili rynek zmierza w kierunku linii trendu łączącej minima świec z 20.11, 04.02 (otwarcie) i 24.02. W czwartek różnica między ceną kontraktu a linią trendu wyniosła zaledwie 13 pkt. Nie umiem powiedzieć, czy kontrakty spadną idealnie do jej poziomu (wątpię), aczkolwiek jej wymowa jest według mnie ważna - kontrakty poruszają się w jej zasięgu od listopada tamtego roku. Póki linia ta nie zostanie przełamana, trend średnioterminowy nadal ma charakter wzrostowy. Ewentualny spadek poniżej niej ograniczać będą minima z końca stycznia i końca lutego. Dopiero raptowną zniżkę poniżej 1540 pkt będą traktować jako zmianę trendu w średnim terminie.
Pewnym zagrożeniem dla trendu wzrostowego mogłaby być formacja klina zwyżkującego, jaka tworzy się na wykresie kontraktów mniej więcej od początku roku. Uważam jednak, że formacja nie jest tak wiarygodna jak np. wspomniana linia trendu. Ani sekwencja obrotu, ani sam moment jej powstania nie bardzo odpowiadają teorii.