Najważniejsze amerykańskie indeksy przestały spadać, po pęknięciu internetowego bąbla, już jesienią 2002 roku. Ale rozpoczęta wtedy fala wzrostowa została niemal w całości zniesiona (jedynie Nasdaq Composite zachowywał się istotnie lepiej od reszty indeksów), a wskaźniki największych giełd europejskich dopiero na wiosnę zeszłego roku otrząsnęły się z bessy.
Choć w trwającym 12 miesięcy trendzie wzrostowym zdarzały się momenty kryzysowe (np. w sierpniu 2003 r.), to jednak najważniejsze amerykańskie indeksy nigdy tak zgodnie nie wskazywały na zmianę trendu. Bez względu na to, czy wskaźnik obejmuje tylko największe amerykańskie korporacje (Dow Jones Industrial Average) czy bardzo szerokie grono spółek (Wilshare 5000), jego wykres wygląda bardzo podobnie - w ostatnich dniach doszło do wybicia z kilkutygodniowej konsolidacji. Wiele wskazuje na to, że rozpoczęliśmy przynajmniej korektę tego samego rzędu, co w listopadzie 2002 roku. W trakcie 3,5 miesiąca indeks S&P 500 stracił wtedy 15%. Licząc od szczytu z 11 lutego obecna korekta trwa cztery tygodnie, a wartość indeksu obniżyła się o 4,4% (do zamknięcia w czwartek).
Trudno napisać w tej chwili coś dobrego o sytuacji technicznej S&P 500 w krótkim terminie. Na plus można zaliczyć niedużą wysokość konsolidacji, która nadała impet obecnym spadkom. Różnica między maksimum i linią szyi wynosi 30 punktów, co oznacza, że już w okolicach 1100 punktów zasięg zniżki zostanie zrealizowany. Wprawdzie to dość krucha podstawa, żeby oczekiwać powrotu do hossy, ale często po wyczerpaniu ruchu wynikającego z zakończonej konsolidacji, na rynku rozpoczyna się korekta. Zmianie tendencji towarzyszy rosnąca zmienność rynku - wskaźnik ATR (z 10 sesji) po pokonaniu długoterminowej spadkowej linii trendu ma najwyższą wartość od 5 miesięcy. To sprawia, że trudno zignorować obecne sygnały sprzedaży.
Na rynku technologicznym spadki rozpoczęły się już pod koniec stycznia, ale dopiero ostatnie sesje przyniosły największe techniczne szkody. Po raz pierwszy od roku poniżej poziomu równowagi spadł MACD, co jest sygnałem bessy. Natomiast wykres indeksu Nasdaq Composite ponownie zszedł poniżej 2000 punktów, i wsparcia, które w tej okolicy wyznaczały szczyty z jesieni zeszłego roku. Na zamknięcie czwartkowej sesji indeks miał najniższą wartość w tym roku.
Podobnie jak w Polsce, także w USA dużym powodzeniem cieszyły się w ostatnich miesiącach akcje małych spółek. Od dołka z 11 marca indeks S&P 600 Small Cap zyskał 66%, podczas gdy S&P500 wzrósł o 43%. Wskaźnik małych spółek wciąż utrzymuje się w trendzie bocznym.