Po wczorajszej sesji trudno jest jednoznacznie stwierdzić, że trend wzrostowy udało się obronić. Obrazowo napisałbym, że byki wygrały bitwę, ale wynik wojny jest jeszcze nierozstrzygnięty. Mam na myśli doskonale widoczną na wykresach indeksu WIG 20 i kontraktów na ten indeks linię trendu wzrostowego, wyznaczającą kierunek ruchu od połowy listopada ubiegłego roku.
We wtorek indeks zniżkował do 1720 pkt., co mniej więcej odpowiada linii trendu łączącej dołki z 20 listopada i 29 stycznia, nie przełamując jej jednak. W tym samym czasie kontrakty na WIG 20 spadły poniżej linii trendu, ale jednocześnie ich późniejszy wzrost był relatywnie większy niż samego indeksu. Takie zachowanie obu instrumentów, połączone ze spadkiem obrotu podczas kilku ostatnich sesji może świadczyć o dużej chęci utrzymania średnioterminowej hossy, choć nie da się ukryć, że osiąganie kolejnych rekordów staje się coraz trudniejsze. W takim układzie możliwy jest jeszcze co najmniej jeden zryw indeksu do poziomu 1880 pkt. Co potem?
Niekoniecznie musi to wywołać falę podaży, gdyż może okazać się, że cały 2004 rok upłynie pod znakiem wzrostów spowodowanych "wchodzeniem" i "byciem" Polski w Unii Europejskiej. Co więcej, obawiam się o wiarygodność AT, nawet w sytuacji gdyby wspomniana linia trendu wzrostowego została przełamana. Może okazać się, że większa zniżka zostanie od razu powstrzymana zakupami taniejących akcji. To na razie jednak tylko gdybanie, a jeśli kierować się wyłącznie AT, to należy podkreślić, że prócz negatywnych dywergencji na oscylatorach nic nie świadczy o tym, że hossa miałaby się ku końcowi. Dopiero ewentualne przełamanie odpowiednich poziomów równowagi na ich wykresach, można by spróbować interpretować jako warunek wystarczający do zamykania pozycji. Nawet jednak w takim układzie nie spieszyłbym się z tym zbytnio.
Ku przestrodze dodam jednak, że górna linia formacji klina (która to formacja jest jednak w mojej opinii mało wiarygodna), zbiega się właśnie z wymienionym poziomem oporu na 1880 pkt.