W Polsce kilka milionów ludzi pracuje na własny rachunek. I jest to mocny dowód na to, że III Rzeczpospolita krajem odważnych ludzi jest! Sądząc bowiem po doniesieniach prasowych z kilku ostatnich miesięcy, można odnieść wrażenie, że zawód przedsiębiorcy wygląda coraz bardziej jak profesja podwyższonego ryzyka. A pomocy znikąd.

Najnowsze informacje z parlamentu jasno wskazują, że program reform budżetowych nie doprowadzi do znaczącego spadku obciążeń fiskalnych. Cóż, musimy się chyba z tym pogodzić. Stabilny budżet jest priorytetem, za który wszyscy - w ten czy inny sposób - zapłacimy. Jednak tym większy smutek budzi fakt, że również te formy wsparcia polskich przedsiębiorców, które nie wymagają decyzji finansowych, nie wyglądają najlepiej. Prace nad ustawą o swobodzie działalności gospodarczej - bo o nią chodzi - przeciągają się coraz bardziej. Jednocześnie umacnia się wrażenie, że nasza rodzima administracja bohatersko i skutecznie walczy z niektórymi jej regulacjami, tym samym skrzętnie zabiegając o utrzymanie dotychczasowych uprawnień. Trochę generalizując, zmagania wydają się toczyć o to, czy pójść w stronę zasady, że wszystko, co nie jest zakazane, jest dozwolone, czy też dalej działać w zgodzie z dewizą, że wszystk, co nie jest wprost dozwolone, jest zakazane. Tymczasem zwiększają się obawy, że sam dokument obrośnie dodatkowymi regulacjami, co źle wróży przejrzystości produktu finalnego. Tak więc rosną szanse na to - i obym był złym prorokiem - że już niedługo będziemy mogli powiedzieć, że miało być tak pięknie, a wyszło tak jak zawsze.

Oczywiście, można zignorować całą tę kwestię i powiedzieć, że w najgorszym razie będzie jak do tej pory. A tak najgorzej chyba nie jest, jeśli te - wyżej wymienione - kilka milionów ludzi jednak działa na własny rachunek. To prawda, lecz jeśli nic nie powstrzyma dryfu w stronę coraz większej komplikacji środowiska gospodarczego, to pewnego pięknego dnia możemy skonstatować, że otaczająca nas rzeczywistość coraz bliższa jest kafkowskiego "Procesu".