W kiepskich nastrojach rozpoczęli czwartkowe sesje inwestorzy na giełdach nowojorskich. Indeksy rozpoczęły bowiem dzień od spadku. Negatywny impulsem była publikacja wskaźnika wyprzedzającego koniunkturę, tzw. leading indicators, który w lutym się nie zmienił. Wcześniej, od marca 2003 r., nieprzerwanie rósł. Inwestorzy obawiają się więc, że gospodarka nie będzie rosła w takim tempie, jak oczekiwali wcześniej. Spadkom indeksów nie zapobiegły wczoraj dobre wieści z rynku pracy. Liczba Amerykanów po raz pierwszy ubiegających się o zasiłek w ubiegłym tygodniu spadła do 336 tysięcy, najniższego poziomu od czasu objęcia przez George'a W. Busha urzędu prezydenta USA. Złe wieści nadeszły też z niektórych spółek. Wśród największych firm liderem spadków był potentat informatyczny Microsoft. Koncern nie doszedł do porozumienia z władzami antymonopolowymi Unii Europejskiej i grożą mu gigantyczne kary. Jego akcje staniały przed południem o 1,5%. Do godz. 22.00 naszego czasu wskaźnik Dow Jones Industrial Average spadł o 0,04% a indeks Nasdaq Composite obniżył się o 0,72%.
Na giełdach europejskich na pierwszy plan wysunęły się wyniki spółek. Gorsze od oczekiwanych rezultaty przedstawione przez kilka firm pchnęły indeksy w dół. Rozczarowały przede wszystkim niemiecki potentat branży ubezpieczeniowej - Allianz (-4%) i koncern farmaceutyczny zza naszej zachodniej granicy - Bayer (-5,8%). W Wielkiej Brytanii wynikami rozczarował natomiast koncern stalowy Corus (-7,3%). Analitycy coraz częściej zaczynają mówić, że europejskie rynki akcji zbyt optymistycznie wierzą w poprawę koniunktury i mogą się rozczarować. Świadczyć mają o tym właśnie ostatnie wyniki. W defensywie znalazł się też koncern naftowy Shell (-2,7%) m.in. dlatego, że opóźnił o jeden dzień publikację raportu rocznego. Wśród nielicznych spółek, których notowania rosły znalazł się irlandzki producent farmaceutyków - Elan (+5,6%). Londyński wskaźnik FT-SE 100 spadł wczoraj o 1,32%, frankfurcki DAX stracił 1,78% a paryski CAC-40 obniżył się o 1,81%.