W miniony piątek sędzia Michael Obus prowadzący sprawę wysłał przysięgłych do domu, aby - jak stwierdził - ochłodzić rozgrzaną do czerwoności atmosferę. Przysięgli mieli wznowić obrady w poniedziałek, które miały polegać przede wszystkim na przekonywaniu opornej ławniczki. W sprawę przypominającą scenariusz prawnych powieści Johna Grishama włączyły się jednak media. Dwie nowojorskie gazety "New York Post" oraz "Wall Street Journal" ujawniły nazwisko opornej ławniczki numer 4., notabene jedynej osoby z wykształceniem prawniczym orzekającej w sprawie. Podczas piątkowej rozprawy Ruth Jordan - bo tak brzmi jej nazwisko - wprowadziła wszystkich w osłupienie, pokazując przed wyjściem z sali oskarżonym znak "OK".

W poniedziałek obrona Kozlowskiego i Swartza wystąpiła przed sądem z argumentem, że opublikowanie personaliów ławniczki, mimo że nie stanowiło naruszenia prawa, było kolejną formą nacisku, aby przyznała rację większości.