Jak wszyscy pamiętają z przekazów siwych wajdelotów, w 1989 roku działał w Polsce niejaki p. Lech Grobelny. P. Grobelny założył przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie "Bezpieczną Kasę Oszczędności" (BKO), która zapewniała oszczędzającym procent dwa razy (czy cztery - już nie pamiętam) wyższy niż banki. Wystąpił nawet w telewizji ze śp. Marianem Krzakiem (o ile pamiętam prezesem ZBP) - i wg tzw. opinii publicznej rozniósł oponenta (to ta sama "opinia publiczna", wg której p. Lech Wałęsa "rozniósł" w dyskusji w Stoczni Gdańskiej p. Mieczysława F. Rakowskiego - Boże: po co stworzyłeś tylu ślepych i głuchych!).
BKO działała bardzo prosto: brało się od fra... tzn. klientów forsę, obiecując 20% - i składało do banku na 10%. Przychodzili następni klienci - i powtarzało się operację. Klienci pchali się drzwiami i oknami, więc tym pierwszym płaciło się 20% z wpłat tych drugich i trzecich. Widząc, że BKO płaci, zaczęły walić prawdziwe tłumy, drugim, płaciło się z pieniędzy czwartych i piątych - aż do momentu, kiedy zabrakło kli... pardon: frajerów. Gdzieś tak przy jedenastych.
Warto jednak zauważyć, że jeśli ktoś wpłacił jako pierwszy i zdążył przed jedenastymi pieniądze wycofać - to zarobił.
Potem p. Grobelny zwiał z resztkami BKO za granicę, potem wrócił do kraju, odsiedział, potem oznajmił dziennikarzom, że zakłada nową rewelacyjną spółkę z jakimś trzynastolatkiem - i dopiero wtedy dziennikarze, którzy w d***kracji zamiast relacjonować wypowiedzi ludzi mądrych zajmują się głupkami dostrzegli, że p. Grobelny jest po prostu wariatem, który sam wierzył, że ta BKO może się utrzymać!
Dokładnie to samo robią obecnie rządy.