Ten obraźliwy wyraz zwykło się ostatnio dodawać w celu podkreślenia wagi danej sprawy. A jak ciężka gatunkowo jest dzisiejsza publikacja raportu z amerykańskiego rynku pracy niech świadczy zachowanie indeksów przez ostatni miesiąc. Warto poświęcić parę zdań na przypomnienie danych sprzed miesiąca. Wtedy rozczarowanie liczbą nowych miejsc pracy było (powinno być) bardzo duże. Zamiast oczekiwanego wzrostu +125 tys. inwestorzy zobaczyli tylko +21 tys. przy czym tamte plusy to głównie zasługa administracji publicznej, a do tego dochodziła jeszcze negatywna rewizja za zeszłe miesiące. No i teraz najważniejsze - zamiast wywołać to ogromne rozczarowanie i panikę rynku, indeksy tylko zaczęły spadkiem, a na koniec sesji testowały szczyty całej hossy, poprawiając je w poniedziałek.
Kto wtedy zamiast patrzyć na fakty dał się zwieść nadziejom bezkarnej hossy, miał spore szanse kupić akcje na samym szczycie, tuż przed największą korektą spadkową od początku trwającego już rok wzrostu. Niech będzie to przestrogą na dzisiejsze dane, podawane o 15.30. Choć wielu inwestorom wydaje się, że sprawa amerykańskiego bezrobocia wpływu na Prokom, BRE czy Agorę mieć nie powinna, to warto jeszcze przypomnieć, że WIG20 szczyty wyznaczył także w dzień po tych danych.
Prognozy? Nawet się nie podejmuję, gdyż w ostatnich tygodniach było bardzo dużo sprzecznych sygnałów, zawartych choćby w subindeksach wskaźników nastroju, czy koniunktury. Ogłupienie w prognozowaniu tych danych jest tym większe, że już na początku roku większość zapowiada ogromnie optymistyczne publikacje (+200 tys. w górę). Do tej pory za każdym razem było inaczej, ale faktycznie w najbliższych miesiącach możemy zobaczyć bardzo pozytywne sygnały. Czy już dzisiaj? Nie prognozować - tylko reagować.