Zgodnie z podpisaną wczoraj umową inwestycyjną, koncern Whirlpool postawi pod Wrocławiem fabrykę kuchenek oraz rozbuduje linie produkcyjne chłodziarek i zmywarek w istniejącym zakładzie we Wrocławiu. Zakład ma ruszyć w ciągu dwóch lat. Dzięki inwestycji powstanie ok. tysiąca nowych miejsc pracy. W firmach kooperujących z fabryką zatrudnienie miałoby znaleźć kolejne 500 osób.
Pomoc publiczna (m.in. zwolnienia i ulgi podatkowe, a także pomoc gotówkowa) dla inwestycji wartej 132 mln euro ma wynieść blisko 50%. - Jest ona adekwatna do skali tej inwestycji - stwierdził Andrzej Zdebski, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Dodał, że zapisy umowy są tak formułowane, że gwarantują bezpieczeństwo obu stronom i obie strony mają tyle samo zobowiązań, co uprawnień.
Udzielenie wsparcia publicznego dla inwestycji Whirlpoola od dawna budziło sprzeciwy innych dużych producentów sprzętu AGD, przede wszystkim giełdowej spółki Amiki. - Umowa jest zawarta zgodnie ze wszystkimi obowiązującymi nas zasadami - mówił Krzysztof Krystowski, wiceminister gospodarki, pytany, jak ma się do zasad konkurencyjności rynkowej tak duża pomoc państwa dla amerykańskiej inwestycji. Dodał, że jest ona zgodna z przepisami unijnymi, a poza tym, jak w każdym tego typu przypadku, i tu uzyskano zgodę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta. - Nie ma tu żadnej segregacji ze względu na kraj pochodzenia kapitału inwestycyjnego - stwierdził.
- To jest fair play - przekonywał też Sebastian Mikosz, wiceprezes PAIiIZ - Trzeba sobie postawić podstawowe pytanie, czy chcemy, żeby ta inwestycja była u nas, czy na Słowacji. To jest gra zero-jedynkowa - dodał.
Wiceminister Krystowski zapewnił, że rząd pracuje nad przepisami umożliwiającymi udzielanie pomocy publicznej w przypadku każdej inwestycji, której wartość wynosi co najmniej 40 mln euro, i która tworzy minimum 500 nowych miejsc pracy.