Marcowy wynik był najlepszy od kwietnia 2000 r. W poprzednich miesiącach liczba etatów też w USA rosła. W styczniu przybyło ich 159 tys., a w lutym, po rewizji, 46 tys. Stan zatrudnienia w przemyśle nie zmienił się, ale też po raz pierwszy od sierpnia 2000 r. nie zmniejszyła się liczba pracowników w tym sektorze.
Wyraźne ożywienie na rynku pracy, jeśli utrzyma się, może prezydentowi Bushowi ułatwić walkę o Biały Dom z demokratycznym rywalem Johnem Kerry, który zarzuca republikanom, że od początku obecnej kadencji w Ameryce ubyło 1,8 mln miejsc pracy. Ale też bank centralny może zmienić nastawienie do polityki pieniężnej, a to oznacza większe prawdopodobieństwo podniesienia stóp procentowych z obecnego poziomu najniższego - od 1958 r. Zdaniem ekonomistów, rosnące zyski spółek i dobry popyt zapowiadają, że sytuacja na rynku pracy może stopniowo poprawiać się przez cały bieżący rok.
Na razie miejsc pracy przybywa już od siedmiu miesięcy, a ubiegłoroczne obniżki podatków pomogły amerykańskiej gospodarce odnotować tempo wzrostu najszybsze od 20 lat.
Paradoksalnie o wzroście optymizmu na rynku pracy świadczy też drugi opublikowany w piątek wskaźnik, a mianowicie stopa bezrobocia. Zwiększyła się ona z 5,6 do 5,7%, ale tylko dlatego, że więcej Amerykanów wróciło na ten rynek w nadziei, że o zatrudnienie będzie coraz łatwiej.
Najwięcej miejsc pracy - 230 tys. - przybyło w marcu w firmach usługowych, do których zalicza się m.in. handel detaliczny, banki i agencje rządowe. W lutym ten sektor odnotował wzrost o 70 tys.