Czystki w Bear Stearns odebrano na Wall Street jako kolejny efekt "afery funduszowej", która od września zeszłego roku wstrząsa amerykańskimi instytucjami finansowymi. Tym razem czystka objęła dział znanego domu maklerskiego, zajmujący się przeprowadzaniem i kontrolą zleceń składanych przez setki małych i średnich domów maklerskich. - To sygnał, że Bear Stearns może być pogrążony w aferze dużo głębiej niż do tej pory przypuszczano - skomentował w "The Wall Street Journal" Gregory Zuckerman.

Zarówno Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), jak i nowojorska prokuratura usiłują ustalić, czy pracownicy Bear Stearns byli świadomi nieuczciwych praktyk na jednostkach uczestnictwa funduszy inwestycyjnych i czy pomagali innym inwestorom w tym procederze.

Małe i średnie firmy maklerskie często nie mają możliwości samodzielnego prowadzenia bezpośrednich operacji na funduszach, korzystając z pomocy większych partnerów, takich jak Bear Stearns i inne duże banki inwestycyjne. Ich zleceniodawcami są między innymi fundusze hedgingowe, które z kolei oskarżane są o tzw. market timing, czyli prowadzenie spekulacyjnych operacji na jednostkach funduszy ze szkodą dla długoterminowych inwestorów. Dla Bear Stearns pośrednictwo jest niezłym biznesem. Dochody z tzw. clearing biznes stanowiły około 13% przychodów firmy w ubiegłym roku.