Ponad miesiąc temu do dymisji podali się prezes firmy Philip Watts oraz szef jednostki wydobycia ropy i gazu Walter van der Vijver. Nie wytrzymali krytyki i nacisków ze strony akcjonariuszy oraz zarządów spółek macierzystych koncernu - brytyjskiej Shell Trading & Transport i holenderskiej Royal Dutch Petroleum. Choć oficjalnie Shell o tym nie mówił, obu obarczono winą za zawyżanie rezerw ropy naftowej w raportach składanych w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC).
Akcjonariusze uważali, że za przeszacowanie rezerw odpowiada też szefowa finansów spółki. Judith Boynton zdołała jednak utrzymać posadę. Do wczoraj. - Rezygnacja oznacza, że firma zostawia kwestię rezerw za sobą - powiedział Bloombergowi Markus Ilg z WestLB Asset Management z Duesseldorfu.
Sprawę zamyka także raport z wewnętrznej kontroli w firmie. Jednym z jej rezultatów jest kolejna - po dokonanych w marcu i styczniu - rewizja stanu zasobów ropy naftowej. Przypomnijmy, że na początku roku koncern przyznał, że przez poprzednie lata zawyżał stan potwierdzonych rezerw surowca i faktycznie są one o 3,9 mld baryłek (czyli o jedną piątą) niższe. Według wczorajszych informacji, spółka będzie musiała jednak ze sprawozdań za lata 2002 i 2003 odjąć łącznie 4,85 mld baryłek. Przeszacowanie rezerw będzie również wymagało korekty sprawozdań finansowych za dwa minione lata. Jak zapewnił Shell, będą to kwoty rzędu 100 mln USD, czyli zysk netto zmniejszy o niecałe 1%. Koncern obiecuje, że w kolejnych latach sytuacja się nie powtórzy, gdyż przy obliczaniu rezerw będą zatrudniani eksperci z zewnątrz.
Bloomberg, Reuters