Wczoraj rynek miał pokazać, na co go stać, gdy przychodzi do kupna na dłużej niż 1-2 dni. Ostatnie wzrosty napędzane były bowiem przez inwestorów, którzy kładli popyt licząc choćby tylko na odreagowanie. Dzisiaj trzeba było kupować już pod odwrócenie trendu. Chętnych zabrakło i co najgorsze, w kluczowym momencie, gdyż indeks zawrócił niemal dokładnie na wtorkowych szczytach, wyznaczonych w okolicach początku luki bessy. Opór to wyjątkowo istotny i dopiero jego zakrycie pozwoliłoby technikom mówić o zanegowaniu wybicia z kanału dla indeksu i klina dla kontraktów.

Warto przy tym zauważyć, że przy wczorajszym spadku obroty na rynku akcji po raz kolejny wyraźnie pokazały jedynie korekcyjny charakter ostatnich zwyżek. Od dwóch tygodni niemal cały czas utrzymuje się prawidłowość wzrostu obrotów na spadku i odreagowania na mniejszej aktywności. Po takiej sesji, KGHM lub USA znowu mogą wywołać odreagowanie, ale o zakończeniu tej fali spadkowej będzie można mówić dopiero po wyjściu nad wtorkowe szczyty.

Na koniec warto na chwilę wspomnieć o posiedzeniu Fed. Dla mnie mistrzostwem świata był komunikat, który nie wzruszył żadnym z rynków, przy tak drastycznie różnych oczekiwaniach banków inwestycyjnych. Tym samym po piątkowym raporcie z rynku pracy do 29/30 czerwca emocje wokół stóp procentowych w USA trochę opadną i dopiero kolejna zapowiedź podwyżki w sierpniu przypomni rynkowi o tym zagrożeniu. Jak dużym? Kwestia bardzo dyskusyjna, bo historycznie patrząc początek podwyżek stóp w 80% przypadków nie robi rynkowi większej krzywdy, a nawet występuje w środku hossy (1994 r. i 1997 r.), ale z drugiej strony, jak już negatywny wpływ ma miejsce, to jest dramatycznie, czego najlepszym przykładem "przepołowienie" S&P 500 w latach 1973-74 r. oraz krach w 1987 r.