Ile razy jakiś nowy premier wygłasza exposé, można z 95-proc. dokładnością zgadnąć, co powie. Każdy odrabia swoje 30 minut na trybunie sejmowej, opowiadając o koniecznych inwestycjach, wzroście gospodarczym, finansach publicznych i bezrobociu. Z doświadczenia wiem, że nowi szefowie państwa gadają zwykle o sprawach, o których nie mają zielonego pojęcia ani też choć krzty pomysłu, jak doprowadzić do rzeczywistych zmian.
Ostatni mówca, Marek Belka, jako niezły ekonomista na tych rzeczach znać się powinien. Ale zasiał we mnie głębokie wątpliwości, bo mówił prawie to samo, co poprzednicy.
Choćby ulubiony konik kolejnych premierów - czyli walka z bezrobociem. Jak można twierdzić, że receptą na bezrobocie będzie zwolnienie części nowo zatrudnianych z płacenia składek na ZUS? A kto się zrzuci na dziurę w dochodach FUS, która w ten sposób powstanie? Pan premier Belka? Nie, dołożą się pozostali, co spowoduje, że część zostanie zwolniona. Gdyby padało stwierdzenie, że środki na ten cel znajdą się ze sprzedaży państwowego majątku - to rozumiem. Ale nie - prywatyzacja, jak zwykle ostatnio, nie ma być celem w samym sobie. Tak samo mówił premier Miller. No i gdzie on teraz jest?
Tymczasem naprawdę nie trzeba się strasznie gimnastykować, dając jedną, a zabierając drugą ręką, aby doprowadzić do spadku bezrobocia. Ot, choćby jakie możliwości kryją się w zawodach prawniczych. Według raportu Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, mamy w kraju nieco ponad 7,5 tys. adwokatów (jeden na 7,5 tys. osób). W Hiszpanii jest ich cztery razy więcej, a w Holandii jeden adwokat przypada na 750 osób. Czyli - jest szansa na miejsca pracy dla od 22 tys. do ponad 60 tys. osób. I nawet nie trzeba bawić się z ZUS-em - wystarczy napisać, że zawód adwokata można wykonywać po studiach, czyli potrzebny jest zwykły dyplom uniwersytecki.
Oczywiście, panowie adwokaci zaraz podniosą krzyk, że ludzie dostaną usługi gorszej jakości. Tyle tylko, że nie widzę wielkiej różnicy między usługami adwokackimi a sprzedażą samochodów. Jeździ się takim samochodem, na jaki ludzi stać. I na dodatek - mimo że jeden jeździ jaguarem a drugi małym fiatem - obaj docierają na miejsce.