Reklama

Nabrani na NFI

Gospodarka ma się, dzięki Bogu, lepiej. Giełda też przędzie nieźle. Wierny własnym teoriom ufam, że i w polityce musimy się w końcu odbić od dna. Nie brak więc powodów do optymizmu. Ale rzeczywistość skrzeczy, więc na razie optymistycznie nie będzie.

Publikacja: 02.06.2004 11:20

Parlamentarzyści powołali speckomisję w sprawie Orlenu. To dobrze, bo są ku temu powody. Dotyczą okoliczności zatrzymania byłego prezesa koncernu (a wcześniej szefa jednego z NFI), ale i stawianych mu przez prokuraturę zarzutów.

Powodów do specjalnych działań nie brakuje także w przypadku innych tzw. największych afer III Rzeczypospolitej. Nie poradziły sobie z nimi odpowiednie służby ani wymiar sprawiedliwości, więc warto by chyba dać szansę dociekliwym parlamentarzystom. W końcu w przypadku Rywingate wypadli nie najgorzej. Tylko od której afery rozpocząć? FOZZ, Art B, PZU Życie? Bohater tej ostatniej opuścił areszt. Jeśli jest winny, to znaczy, że prokuratura kompletnie się skompromitowała. Jeśli jest niewinny, to... kompromitacja prokuratury jest, oczywiście, jeszcze większa. A więc tak czy inaczej afera: gospodarcza, polityczna, a może prokuratorska? Licho wie. Speckomisji nie zabrakłoby pracy. Ale nie o tym chciałem.

Wspomniany bohater doniósł na narodowe fundusze inwestycyjne. NFI doniosły na niego. Jeśli tym razem prokuratura i podległe jej służby spiszą się lepiej, dowiemy się, kto ma rację. Tylko, czy się spiszą? Dotychczasowe jej sukcesy w wyjaśnianiu spraw giełdowych źle wróżą, bardzo źle.

Przypomnę: tym razem chodzi o trzy NFI, których wrogie przejęcie na przełomie 2000 i 2001 roku było jednym z bardziej spektakularnych wydarzeń na GPW, a przy tym jedną z większych na naszym rynku kapitałowym wojen prawniczych i biznesowych. Wielu uczestników tamtejszych wydarzeń uważało, że w obozie najeźdźców wodzem był ówczesny prezes PZU Życie i że jego ludzie przejęli kontrolę nad NFI. Ten zaprzeczał. Pewne jest, że kluczową rolę w wojnie odegrał Skarb Państwa. Jakoś nikt się tym nie przejął. Ten sam Skarb Państwa - ale kierowany przez zupełnie już innego ministra i wiceministrów - półtora roku temu doprowadził do zmiany układu sił w funduszach (niekoniecznie na bardziej przejrzysty), a w każdym razie miał w tym swój poważny udział. Dla porządku dodajmy jeszcze, że nigdy nie było całkowicie jasne, kto stracił kontrolę, a kto ją uzyskał, kto z kim rywalizował i komu przybywał na odsiecz Skarb Państwa (bo jakoś nie widać jednoznacznych dowodów, że dbał jedynie o własne interesy). To zagmatwanie było efektem opisywanej przez nas wielokrotnie sieci wzajemnych powiązań kapitałowych między NFI i ich spółkami zależnymi.

Teraz, jak donoszą media, życie dopisuje tajemnicze i koszmarne aneksy, szantażu i morderstwa nie wyłączając, do całej historii. To chyba dosyć na speckomisję? Niechby wsparła prokuraturę i przypilnowała wszechstronnego wyjaśnienia sprawy. Sprawy, która Skarb Państwa, a więc i posłów, powinna żywo interesować.

Reklama
Reklama

A to przecież tylko trzy spośród piętnastu (obecnie czternastu) NFI. Fakt, że w innych układ właścicielski był bardziej przejrzysty, nie oznacza, że ich działalność nie budziła kontrowersji. O przekrętach w niektórych funduszach krążyły legendy. Trudno ocenić ich wiarygodność. Siła faktów jest jednak czasem nieodparta. I nie chodzi bynajmniej o żałosne grzeszki prezesa, który na rachunek NFI kupował skarpetki czy alkohol na weekend, ani nawet o prezesa, który przejął spory pakiet akcji, by później w ramach buy backu odsprzedać je swojemu funduszowi po cenie prawie trzykrotnie wyższej (miał intuicję, co?), skoro nic złego nie widzieli w tym ani duzi akcjonariusze, ani KPWiG. Trudniej zapomnieć o milionach wpompowanych w upadającą Polisę czy kilka innych firm (jasne, zawsze można powiedzieć o biznesowym ryzyku...), o pozostawionych na pastwę losu wielkich zakładach, sprzedanych później - w fazie agonii - za bezcen, czy nieudanych inwestycjach realizowanych najprawdopodobniej na polityczne zamówienie. Legendy sugerują roztrwonienie ogromnego majątku. A to był nasz, podatników, majątek.Wszystkie NFI otrzymały od Skarbu Państwa kilkaset przedsiębiorstw wartych - bagatela - kilka miliardów złotych. Byłoby więcej, gdyby nie przytomne, jak się okazuje, zachowanie premiera Pawlaka, który skreślił z listy wnoszonych do funduszy spółek wiele znakomitych firm. Trudno też zapomnieć o grzechu pierworodnym programu - niespotykanie silnych powiązaniach ze światem polityki, widocznych już przy wyborze tzw. firm zarządzających NFI (to była dopiero plejada menedżerów...).

Kto wie, czy sposób, w jaki zrealizowano program NFI (wierzę, że u podstaw legły dobre intencje pomysłodawców, ale wiadomo, co jest wybrukowane dobrymi intencjami), nie jest największą aferą gospodarczą od wielu, wielu lat. Tak przynajmniej wieść gminna niesie. Na pewno nie zaszkodzi sprawdzić.

PS

Wiem, wiem... żadne speckomisje nie są lekiem na bezradność państwa i jego służb. Ale zawsze odsłaniają przynajmniej część prawdy. Rzetelny bilans Programu Powszechnej Prywatyzacji, którego NFI są częścią, nie jest możliwy bez wniknięcia w kulisy działalności funduszy - na wszelki wypadek wszystkich funduszy. Taki bilans chyba nam wszystkim się należy. W końcu to my, podatnicy, mieliśmy być choć trochę uwłaszczeni. A zostaliśmy raczej wystawieni do wiatru.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama