Środowe notowania w segmencie największych firm zakończyły się dokładnie na wysokości krótkoterminowego wsparcia. Każdy kolejny mocniejszy spadek stanie się potwierdzeniem kwietniowo--majowych sygnałów sprzedaży i zagrozi dalszą przeceną. Rynek znalazł się na krawędzi rozstrzygnięcia niejasnej sytuacji. O ile trudno wskazać bezpośrednie powody słabości naszej giełdy w ostatnich dniach, szczególnie widocznej na tle parkietów dojrzałych, to patrząc w szerszej perspektywie taki rozwój wypadków nie powinien zaskakiwać. Nasza giełda stała się w jakimś stopniu ofiarą wcześniejszego zaślepienia inwestorów, głównie instytucjonalnych, którzy każde wolne środki lokowali w akcje, powodując w wielu wypadkach ich wyraźne przewartościowanie. Teraz, gdy źródełko płynące do TFI trochę przyschło, OFE raczej myślą o ofertach pierwotnych i ewentualnej sprzedaży jesienią PKO BP, a zagranica obawia się wcześniejszych wyborów, mamy to, co mamy. Brak większego kapitału powoduje, że nawet informacja o zmianach w statucie Prokomu jest w stanie wywołać dużą przecenę, a znaczne podniesienie prognoz zysku przez KGHM nie zachęciło do odważniejszych zakupów.
Pewna dezorientacja panuje na giełdach państw dojrzałych. Indeksy na wieść o spadku cen ropy raz rosną, to znów spadają. Wydaje się, że kluczem do rozszyfrowania przyszłej koniunktury jest jednak rynek obligacji. Większość prognoz zakłada wzrost rentowności amerykańskich 10-latek do 5,5% z obecnych 4,8%. Biorąc pod uwagę, że od połowy marca do połowy maja dochodowość podniosła się o ponad 100 pkt bazowych, te oczekiwania mogą zostać znacząco zweryfikowane w górę. To byłby zły znak zarówno z punktu widzenia atrakcyjności obecnych wycen akcji na świecie, jak i kosztów finansowania naszego długu publicznego i innych rynków wschodzących.
Zauważmy też, że ostatnio słabiej wypadają wszystkie rynki w naszym regionie. To można wiązać z bardzo dobrymi notowaniami w I kwartale. Niewykluczone, że trzeba to wiązać z ucieczką inwestorów zagranicznych z Rosji.