Analizując wyniki wyborów i bieżące wydarzenia, to dla poprawy nakładu gazety powinienem tutaj "wrzucić" jakiś populistyczny, eurosceptyczny felieton. O ile redakcyjna korekta takiego tekstu nie puści, to chociaż przemycę jakąś analizę euro. Oczywiście tego piłkarskiego, bo przecież czytanie o tkwiących w konsolidacji jakichkolwiek rynkach finansowych, z walutami włącznie, jest teraz delikatnie mówić męczące. Jeszcze tydzień tak niskiej aktywności, a swój populizm zradykalizuję do "Balcerowicz musi...". Będzie niewesoło, ale przynajmniej coś się zacznie kręcić. Na razie takiego rozhuśtania giełdy trudno oczekiwać. Odchodzę tu jednak od tematu. Miało być przecież o piłce i polityce. Należy więc teraz napisać, że po pierwsze mistrzostwa wygra Francja, a po drugie głosowanie nad wotum dla rządu Belki nie będzie dla rynków aż takim przełomem, jak się powszechnie oczekuje.

Mamy na dzisiaj dwa scenariusze. Pierwszy to braku wotum, a więc "pełnienie obowiązków" przynajmniej do mało realnych sierpniowych wyborów. Plus oczywiście te tygodnie, zanim nowy karkołomny układ wyłoni nowy rząd. Drugi, to dogadanie się z SdPl i obietnica weryfikacji wrzesień/październik, co daje Belce dokładnie taki sam słaby mandat i tak samo przedłuża obawy rynków finansowych. Widać więc wyraźnie, że przynajmniej do końca wakacji premiera już mamy, a o dalsze niewiadome rynki zaraz przestaną się spierać, kierując się zupełnie czym innym. A czym? To akurat jest jasne. Po głosowaniu 24 VI wszyscy będą patrzeć tylko na stopy. Kibice na te piłkarskie kopiące piłkę już w ćwierćfinałach, a inwestorzy na te procentowe, które podwyżką o przynajmniej ćwierć punktu bazowego rozpoczną w USA i Polsce cykl zacieśnienia polityki monetarnej. Z jakim skutkiem? Już mówiłem - wygra Francja.