Marazm, szczególnie w segmencie dużych spółek, utrzymuje się już ponad miesiąc. Obroty nie zawsze przekraczają 200 mln zł. To efekt splotu dwóch czynników - krajowi inwestorzy instytucjonalni już obkupili się w akcje, zagraniczni nie są chętni wejść na rynek. Choć w komentarzach do notowań obligacji i walut wielokrotnie przewija się motyw zwiększonej aktywności graczy zagranicznych, na warszawskiej giełdzie ich nie ma. Ponoć ostatnim śladem dowodzącym istnienia takiego gatunku jak inwestor zagraniczny jest wysoka biała świeca z 13 kwietnia, kiedy indeks osiągnął 1869 pkt. To najwyższa wartość w trakcie tej hossy. Teraz WIG20 ma ok. 10% mniej.
Przypuszczam, że gracze zagraniczni dużo chętniej od polskich zamykają pozycje przynoszące straty. Zatem kiedy notowania spadają, będą raczej pozbywać się papierów, niż dokupować. Tym razem nie muszą tego (jeszcze) robić, bo buforem ochronnym okazuje się zyskujący na wartości złoty. Od czasu szczytu na rynku akcji nasza waluta umocniła się o ok. 5% do euro i dolara. Być może udział inwestorów zagranicznych w obrotach jest mniejszy niż się powszechnie wydaje.
Wysokie wyceny banków
Zamieszczona tabela pokazuje wskaźniki C/Z wybranych spółek z WIG20 (pogrubionym pismem) i MIDWIG. Średnią europejską reprezentują spółki wchodzące w skład indeksów branżowych wyliczanych przez agencję Dow Jones. Uwagę zwraca znaczna różnica w wycenach banków i spółek informatycznych. Firmy z tych branż wyceniane są u nas znacznie wyżej, niż w Europie. Tylko znacznie wyższe tempo wzrostu gospodarczego w Polsce jest w stanie zmienić tę sytuację na korzyść firm krajowych (szczególnie informatycznych). Na razie rezultaty finansowe osiągane przez te spółki są rozczarowujące.
Niższy niż średnia europejska wskaźnik C/Z mają dwie liczące się w WIG20 firmy - Telekomunikacja i PKN Orlen. O około 10% niżej wyceniane są także spółki cykliczne (takie, których rezultaty finansowe wahają się w rytm cyklu ekonomicznego). Jeśli jednak głównym powodem marazmu na naszym rynku jest brak inwestorów zagranicznych, to te przedsiębiorstwa mają małą szansę, żeby przyciągnąć duży kapitał ze względu na małą liczbę akcji znajdujących się w wolnym obrocie.