Decyzja o przyszłym trendzie na światowych rynkach akcji zapadnie na styczniowo-kwietniowych szczytach - taki wniosek płynie z wczorajszej sesji. Szczególnie jeśli spojrzeć na wykres niemieckiego DAX. Zapału klupujących nie ochłodziło ani przełamanie krótkoterminowej wzrostowej linii trendu, ani wybicie w dół z kilkutygodniowej konsolidacji. Trend znalazł sobie nowe tempo i wykres w dalszym ciągu konsekwentnie porusza się w kierunku północnym. Wczoraj DAX zyskał ponad 1% i wybił się ponad wierzchołki z początku miesiąca. Notowania są najwyższe od początku maja. Znaczenie sygnału kupna osłabia fakt, że wszystko rozgrywa się w ramach średnioterminowego trendu bocznego. Do tegorocznego maksimum brakuje już tylko 2,2%. Na marginesie - wykres WIG20 również zanotował wczoraj podobne osiągnięcia, ale do kwietniowego szczytu wciąż ma jeszcze znaczny dystans (8,2%).
Wzrostową serię do pięciu sesji wydłużył wczoraj węgierski BUX. Indeks zyskał zaledwie 0,05%. Po wybiciu w górę z czterotygodniowej konsolidacji wskaźnik jest o krok od historycznego maksimum.
W piątek odwrót na amerykańskich rynkach akcji był dość zdecydowany. Zapowiadało się nawet na podwójny szczyt na wykresie S&P 500. Początek poniedziałkowych notowań nie potwierdza takiego scenariusza - indeks odrobił niemal całość piątkowych strat. S&P 500, podobnie jak DAX, konsekwentnie zmierza w górę wykresu. Do najwyższego w tym roku zamknięcia sesji brakuje już tylko około 20 punktów. Trudno przypuszczać, żeby zetknięcie z poziomem 1160 punktów w środowisku rosnących stóp procentowych miało zakończyć się po myśli posiadaczy akcji.
Kontynuację trendu wzrostowego zapowiada wykres Nasdaq Composite, który na początku poniedziałkowych notowań wybił się z dwutygodniowej konsolidacji. Test poziomu 2050 pkt, będzie miał podobne znaczenie, jak zderzenie z tegorocznym wierzchołkiem na wykresie S&P 500. Tutaj przebiega 62-proc. zniesienie trwającego od początku lutego spadku, tutaj przebiega także połowa wysokiej czarnej świecy z połowy kwietnia.