Wysiłki premiera Wen Jiabao, zmierzające do zmniejszenia tempa wzrostu w Chinach z 9,1% w ub.r. do 7%, może ograniczyć światowy rozwój o 0,5 pkt proc. w 2005 r., a w Azji nawet o cały punkt procentowy. Do takich wniosków doszedł Stephen S. Roach, główny ekonomista Morgan Stanley.
Chińskie spowolnienie już jest widoczne na rynku surowców. W 2003 r. i w pierwszych czterech miesiącach bieżącego ich ceny poszły w górę o 40%, najbardziej od 9 lat. Głównie dlatego, że Chiny kupowały olbrzymie ilości stali, miedzi, niklu i ropy naftowej. Z kwietniowego szczytu ceny surowców spadły średnio o 12%. Chiny kupują już bowiem mniej.
Od września ub.r. chiński bank centralny już trzy razy podnosił poziom rezerw gotówkowych dla banków komercyjnych. Premier Wen nakazał bankom ograniczenie kredytów dla takich branż jak hutnictwo, motoryzacja i nieruchomości.
Pod względem wielkości produktu krajowego brutto Chiny zajmują szóste miejsce na świecie, a ich PKB to zaledwie 3,9% światowej gospodarki szacowanej na 36 bln USD. Ale tempo wzrostu z ostatnich lat sprawiło, że ich wpływ na światową gospodarkę staje się o wiele większy. Chiny w ub.r. zużyły 40% światowej produkcji cementu, 30% rudy żelaza, 27% stali i 25% aluminium. Eksport do Chin stanowił 32% wzrostu eksportu Japonii, 36% Południowej Korei, a Tajwanu aż 68%. Ale również niemieckie firmy w 28% zawdzięczają Chinom zwiększenie swojego eksportu, a Stany Zjednoczone w 21%.
Po raz pierwszy w ub.r. Chiny wyprzedziły USA pod względem wartości bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Świat wybudował tam fabryki za 53 mld USD, a w USA za 40 mld USD.