W tworzenie Dubai International Financial Centre (DIFC) zaangażował się rząd Dubaju. Na czele komisji nadzorującej projekt stanęło dwóch zachodnich finansistów - Ian Hay Davison (były dyrektor generalny firmy ubezpieczeniowej Lloyd's of London) i Phillip Thorpe. W ubiegłym miesiącu obaj zostali zwolnieni. Okazało się, że procedura przyznawania kontraktów zawiera szereg nieprawidłowości. - Zadaniem obu panów było nadzorowanie instytucji, które dostawały licencję na działalność w centrum, a nie angażowanie się w przyznawanie im tych licencji i kontraktów na budowę biur - tłumaczy Naser Nabulsi, dyrektor generalny DIFC, wcześniej przez wiele lat zatrudniony w amerykańskim banku inwestycyjnym Merrill Lynch. "The Wall Street Journal" napisał, powołując się na nieoficjalne informacje, że najbardziej cenne działki na terenie centrum znalazły się w rękach instytucji powiązanych z Anisem al-Jallafem, prezesem DIFC.

Po licencje na działalność w dubajskim centrum zgłosiło się na razie 14 międzynarodowych instytucji finansowych - informuje DIFC. Wiadomo, że wśród nich są m.in. Deutsche Bank, Credit Suisse, brytyjski bank Standard Chartered i amerykański bank inwestycyjny Julius Baer. Afera może jednak oznaczać, że część instytucji, które rozważały otwarcie biur w Dubaju, zrezygnuje z tego.

W takich okolicznościach pod znakiem zapytania stoi projekt utworzenia w DIFC pierwszej, wzorowanej na zachodnich standardach, giełdy papierów wartościowych w świecie arabskim, na której mogliby handlować inwestorzy z całego świata. Do pomocy w tym projekcie władze w Dubaju wybrały w marcu Euronext (sojusz giełd europejskich uważany za jednego z najpoważniejszych kandydatów na przyszłego strategicznego partnera warszawskiej GPW). - Jesteśmy świadomi tego, co dzieje się w Dubaju, ale nie przerywamy prac nad tym projektem. Mamy stały kontakt z władzami DIFC - zapewnił agencję Bloomberga Stephen Flex z biura prasowego Euronext.

Bloomberg