Wtorkowa sesja na GPW nie przyniosła znaczących zmian. Otwarcie na rynku terminowym wypadło na poziomie 1691 pkt, co - jak okazało się później - było maksimum sesyjnym. Bardzo szybko podaż zepchnęła notowania w okolice 1675 pkt. Potem zapanował marazm, niewiele odbiegający od poniedziałkowego. Także rynek kasowy nie zachwycił, oscylując nieco powyżej 1690 pkt, przy bardzo niskich obrotach. Wydaje się, iż coraz bardziej pogrążamy się w wakacyjnej atmosferze, co zapewne nie będzie sprzyjało wzrostowi zmienności. Wciąż pozostawia ona wiele do życzenia.

Sytuacja techniczna nie uległa zbyt wielkim zmianom. Od 30 czerwca na wykresach widoczny jest krótkoterminowy trend spadkowy, który może doprowadzić rynek do strefy 1640-1650 pkt. Niewielka czarna świeca ukształtowana na ostatniej sesji zdaje się potwierdzać ten scenariusz, jednak od zajmowania krótkich pozycji zdecydowanie odstrasza duża, bo sięgająca 15-20 pkt ujemna baza. Tak duży pesymizm wśród graczy na rynku terminowym, utrzymujący się tak długo, jak dotąd wyznaczał dość precyzyjnie początek silniejszych ruchów wzrostowych i również wątpliwe jest, aby tym razem większość miała rację i wyprzedziła ruch na rynku kasowym. Sygnałem zakończenia spadków będzie zamknięcie luki bessy z 2 lipca, czyli zdecydowany powrót powyżej 1700 pkt.

W średnim terminie rynek także nie zachwyca, poruszając się od dwóch miesięcy w trendzie bocznym między 1630-1730 pkt. Przebicie któregoś z tych poziomów powinno określić przyszły średnioterminowy trend. Wskaźniki techniczne nie generują żadnych znaczących sygnałów, co przy zajmowaniu średnioterminowych pozycji oznacza tylko oczekiwanie na wybicie.