4 lipca w Nowym Jorku został położony kamień węgielny pod "Wieżę Wolności", która po zakończeniu budowy - planowanym na 2008 lub 2009 rok - ma stać się najwyższym budynkiem świata (541 metrów). Ma się stać, ale pewnie się nie stanie, jako że już budowane jest 580-metrowe International Business Center w Seulu (planowane zakończenie budowy 2008 r.), które zostawi w tyle również i World Financial Center w Szanghaju (492 m, 2007 r.). Amerykanów i Azjatów kładą jednak na łopatki oczywiście Rosjanie, którzy "zatwierdzili" już budowę w Moskwie "Russia Tower", która w 2010 r. ma osiągnąć 648 metrów. Każdy, kto zna smutny los rynków akcji w poprzednich okresach nasilonej budowy najwyższych wieżowców świata (trzy rekordy wysokości w USA w latach 1929-1931, następnie WTC i Sears Tower w latach 1972-1974 i wreszcie 451 m Petronas Towers w Kuala Lumpur oddane w 1987 roku) musi się zatrwożyć na myśl o tym, co dziać się będzie w światowej gospodarce po mniej więcej 2007 roku. Ten 2007 rok jako koniec rozpoczętej w październiku 2002 r. korekty wcześniejszej 2,5-letniej fali bessy bardzo dobrze zresztą pasuje do typowego 5-letniego okresu trwania takich reflacyjnych korekt deflacyjnych trendów wyższego rzędu (patrz lata 1932-1937 w USA, 1992-1997 w Japonii czy 1982-1987 na rynku surowców). Na tle tego złowrogiego budowlanego szaleństwa Europa jawi się jako sympatyczna oaza zapyziałego spokoju (bodajże jedynie w Londynie 460-metrowy wieżowiec znajduje się na etapie "wizji").
To jednak odległa perspektywa. Na razie niedźwiedzie ciągle czekają na "negatywny" wpływ "zawieszenia wiechy" w październiku ub.r. na pierwszym od 16 lat nowym rekordziście, czyli tajwańskim Taipei 101 (509 m, oficjalna data zakończenia budowy to 2004 rok). Rynki akcji na całym świecie trzymają się jednak nadal względnie mocno i można sądzić, że ta względna stabilizacja utrzyma się w ciągu lata. Wiadomości o kłopotach w rosyjskich sektorze bankowym kojarzą się z wydarzeniami z wiosny 1998 roku i świadczą o tym, że trwający globalny wzrost stóp procentowych zaczyna pociągać już za sobą pierwsze ofiary.