Wzrost akcji kredytowej w II kwartale był niższy niż w trzech pierwszych miesiącach tego roku, kiedy wyniósł ponad 50%. Anna Wydrzyńska, dyrektor Departamentu Finansowania Nieruchomości w Banku BPH, tłumaczy, że wyniki całego I półrocza są efektem wzrostu popytu na mieszkania. Spadły ceny na rynku wtórnym, a na rynku pierwotnym ustabilizowały się. Większa jest też dostępność kredytów (stosunkowo niski poziom oprocentowania).
Obawa przed wzrostem cen mieszkań po wejściu Polski do UE oraz podatku VAT na materiały budowlane podziałała mobilizująco na nabywców. Kwestie podatkowe spowodowały, że wysoki popyt przeniósł się również na kwiecień, bo wyższy VAT na materiały budowlane zaczął obowiązywać od 1 maja. Maj i czerwiec przyniosły nieznaczne ochłodzenie koniunktury.
Rynek będzie rósł
Piotr Uścisłowski z działu nieruchomości PKO BP dodaje, że wysokiemu popytowi na kredyty sprzyja także bardzo duży niedobór mieszkań na rynku. - Dlatego spodziewamy się, że rynek kredytów mieszkaniowych dalej będzie rósł - ocenia. Podobnego zdania jest także A. Wydrzyńska. Oczekuje, że w dłuższej perspektywie popyt na kredyty mieszkaniowe powinien być stosunkowo stabilny. Według niej, do wzrostu rynku przyczyniają się coraz dostępniejsze dla klientów warunki kredytowania - szeroki zakres kredytowania, długi okres spłaty, duży wybór walut, prostsze niż dawniej procedury, jak również nadal atrakcyjny poziom oprocentowania.
Z danych PKO BP wynika, że w 2001 roku klienci mogli kupić na kredyt mieszkanie średnio o powierzchni około 40 metrów kwadratowych. Obecnie przy takich samych zarobkach stać ich na lokal 70-metrowy, bo w ciągu ostatnich czterech lat oprocentowanie spadło z ponad 21% do około 6%.