Ministerstwo rozwiało tym samym wątpliwości Jukosu dotyczące tego, czy wydany w zeszłym tygodniu przez komorników zakaz sprzedaży aktywów spółek córek koncernu oznacza także zakaz sprzedaży ich produkcji - czyli w tym wypadku ropy. Taką interpretację przedstawili w środę prawnicy naftowego giganta, powołując się na rosyjskie regulacje.

- Nie chcemy odcinać Jukosowi tlenu - powiedział Bloombergowi Andriej Bieliakow, szef departamentu komorników w Ministerstwie Sprawiedliwości. Urzędnicy pozostawili natomiast w mocy zakaz sprzedaży wszelkich nieruchomości należących do niego spółek. Chodzi o trzy zakłady - z Juganska (odpowiada za dwie trzecie wydobycia koncernu), Samary i Tomska. Pierwsza ze spółek już niedługo może zostać sprzedana za ułamek wartości na pokrycie długów Jukosu wobec fiskusa. Organy skarbowe domagają się od koncernu 3,4 mld USD zaległych podatków za 2000 r.

Komornicy wczoraj poinformowali też, że Jukos może korzystać z kont bankowych. - Nie zajęliśmy rachunków, zajęliśmy pieniądze, które na nich były - stwierdził Bieliakow. Jukos ma więc możliwość prowadzenia rozliczeń z kontrahentami. Przedwczoraj informował, że z powodu blokady kont nie będzie mógł zapłacić kolei za transport ropy cysternami. W ten sposób surowiec trafia z Rosji m.in. do Chin.

W środę groźba zakręcenia przez Jukos kurka z ropą spowodowała panikę na giełdach paliwowych. Ceny surowca skoczyły do poziomu najwyższego w historii. Ropa w Nowym Jorku osiągnęła zawrotne 43 USD za baryłkę. Wczoraj humory inwestorów się poprawiły i cena wróciła do poziomu 42,1 USD.

Odetchnęli także udziałowcy Jukosu. Akcje, które w środę spadły o jedną piątą, wczoraj zdrożały o 26%.