Przez cztery tygodnie notowania na amerykańskich giełdach spadały. Przynajmniej, jeśli zachowanie tamtejszych rynków mierzyć indeksem S&P 500. Od szczytu z 23 czerwca do dołka z 26 lipca wartość wskaźnika obniżyła się nieco ponad 5%. To prawie tyle samo, ile w dwóch poprzednich cyklach, które składają się na już 6-miesięczną formację kanału spadkowego. Po znalezieniu się w okolicy dolnego ograniczenia tej formacji, na rynku doszło do zwrotu - w ostatnich kilku dniach S&P zyskał ponad 1% - na wykresie przebita została również linia trendu, która wyznaczała w tym czasie tempo wyprzedaży. Mimo to jest jeszcze ciut za wcześnie, żeby posiadacze akcji zaczęli zacierać ręce z zadowolenia. Wprawdzie jest szansa, żeby wykres dotarł do górnego ramienia kanału (to daje ok. 6-proc. potencjał wzrostowy), ale na przeszkodzie stoi największa czarna świeca w tym roku. Już pod koniec zeszłego tygodnia zwyżka zatrzymała się na 1100 pkt, sygnalizując opór na tej wysokości. Wykres świecowy pokazuje, że bardzo prawdopodobna w najbliższym czasie jest stabilizacja. Podobne wnioski płyną z wykresu Nasdaq Composite - owszem wyprzedaż została powstrzymana, ale zwyżka notowań wcale nie jest przesądzona.
Te negatywne z punktu widzenia warszawskiej giełdy sygnały, rekompensuje zachowanie rynków wschodzących, bądź tych, które aspirują do miana rozwiniętych. Węgierski BUX od czterech tygodni konsoliduje się tuż poniżej historycznego maksimum. I choć kolejne ataki na kwietniowy wierzchołek nie przynoszą powodzenia (w tym również wczorajszy), to wsparcie na 11,5 tys. pozostaje mocne. Biorąc pod uwagę kierunek wcześniejszego trendu, wybicie górą jest wysoce prawdopodobne. Dobrze wygląda również wykres tureckiego indeksu ISE 100, który regularnie notuje lokalne maksima w ramach krótkoterminowej tendencji wzrostowej. Do historycznego rekordu z końca marca, wskaźnikowi brakuje już tylko niecałe 8%. Kwietniowe straty pracowicie odrabia także brazylijska Bovespa.