Największą przewagę Bushowi daje model autorstwa Raya Faira z uniwersytetu Yale. Według wyników komputerowej analizy, wygra on z Johnem Kerrym, zdobywając 58,5% głosów wyborców. Lepszego wyniku nie uzyskał nikt od czasów Ronalda Reagana, który w 1984 r. pokonał Waltera Mondale'a. Zgromadził wówczas 59,2% oddanych głosów.
Model Faira opiera się na danych nt. wzrostu gospodarczego i inflacji w USA w ostatnich latach. Prognozowaniem wyników wyścigu do Białego Domu ekonomista z Yale zajmuje się od 1978 r. Jego model trafnie przewidziałby zwycięzcę w przypadku 18 z 22 ostatnich wyborów, począwszy od 1916 r.
Inne modele uwzględniające dane ekonomiczne - opracowane przez naukowców z firm Global Insight i Economy.com oraz uniwersytetów w Geoteborgu i Iowa - również przewidują zwycięstwo Busha na jesieni, jednak z mniejszą przewagą. W przypadku ostatniego modelu wynosi ona zaledwie 2%. Modele biorą pod uwagę m.in. stopę bezrobocia czy przynależność partyjną kandydata.
Doradcy Kerry'ego twierdzą, że kalkulacje na podstawie danych gospodarczych są błędne, nie uwzględniają bowiem wpływu wojny w Iraku, podczas której zginęło kilkuset amerykańskich żołnierzy. Zwolennicy Kerry'ego przywołują wybory z 1968 r., kiedy zwyciężył Richard Nixon, mimo że na podstawie koniunktury w gospodarce można było przewidywać sukces Huberta Humphreya. Górę wzięły jednak nastroje związane z wojną w Wietnamie.
W sondażach opinii publicznej pretendenci idą łeb w łeb. W najnowszym, przeprowadzonym na zlecenie "Washington Post" i telewizji ABC, Kerry uzyskał 49%, a Bush 47% głosów ankietowanych.