Wyjątkowo niekorzystnie dla posiadaczy akcji rozpoczęła się piątkowa sesja na Nasdaq. Po tym jak w czwartek indeks tego rynku znalazł się najniższym poziomie od początku października, ostatnia sesja tygodnia przyniosła potwierdzenie niekorzystnych sygnałów. Właściwie nie ma już żadnych powodów by trzymać akcje. Zwyżka z ostatniego tygodnia lipca okazała się tylko ruchem powrotnym do przebitego wcześniej wsparcia (dołek z połowy maja - 1877 pkt). Z jakimikolwiek zakupami lepiej wstrzymać do momentu kiedy indeks zdoła wrócić ponad ten poziom. Patrząc na ostatnią słabość byków, szanse na to wydają się niewielkie. Wiele wskazuje natomiast na to, że niedługo Nasdaq Composite znajdzie się w okolicy 1700 pkt.

Przed sporą przecenę stoją także inne rynki akcji. S&P500 zatrzymał się w czwartek dokładnie na wysokości wsparcia, które wyznacza dolną granicę średnioterminowego trendu bocznego. Pierwsze godziny piątkowego handlu doprowadziły do wyraźnego przebicia tego poziomu. Teraz jedynie szybki powrót ponad 1084 pkt może uratować skórę optymistów. Jeżeli to się nie uda, indeks powinien zanurkować do 1000 pkt. Wprawdzie spora część krótkoterminowych wskaźników technicznych znalazła się już w strefach wyprzedania, co może zachęcać do łapania dołka, ale w tym momencie taka strategia wydaje się bardzo ryzykowna. Przewaga podaży jest jak na razie nie podważalna. Sytuacja mogłaby się zmienić gdy S&P500 powróci ponad lokalny szczyt z 2 sierpnia (1106 pkt). Wtedy krótkoterminowy trend zmieni się na wzrostowy. W średnim terminie natomiast cały czas będzie obowiązywał trend boczny, który w najlepszym wypadku pozwoli bykom na zwyżkę do 1155 pkt.

W niewiele lepszej sytuacji znajdują się giełdy europejskie. Nie doszło tutaj jeszcze do przełamania średnioterminowych wsparć, co nie pozwala na przesadny pesymizm. Niemniej jednak, większość indeksów balansuje na granicy trendów spadkowych i pogłębienie przeceny w Stanach Zjednoczonych, powinno skutkować dalszymi zniżkami także na naszym kontynencie.