Sam wielokrotnie słyszałem całkiem poważne osoby mówiące: "w miesiącach letnich trudno oczekiwać poprawy sytuacji gospodarczej, bo lato jest zawsze w gospodarce okresem marazmu". Wypowiedzi takie są raczej niesłuszne - choć nie do końca. W miesiącach letnich, a ściślej w sierpniu, rzeczywiście daje się zaobserwować spowolnienie wzrostu produkcji i PKB, bo któż ma wytwarzać towary i usługi, kiedy wszyscy wyjeżdżamy na urlopy? Spowolnienie to nie jest bardzo silne (por. ramka 1.). Co ważniejsze, występuje ono co roku, więc nie powinno być ani zaskoczeniem, ani elementem oceny sytuacji gospodarczej. Dopiero spowolnienie silniejsze niż można by było oczekiwać, kazałoby krytycznie przyjrzeć się stanowi gospodarki.
Aby dobrze zrozumieć, co dzieje się latem w gospodarce, należy oddzielić występujące co rok czynniki sezonowe od trendu wzrostu gospodarczego (por. ramka 2.). Spadek produkcji w sierpniu wcale nie musi oznaczać, że gospodarka spowolniła swój rozwój - to, co stracimy skutkiem efektu sezonowego w sierpniu, z nadwyżką odzyskamy dzięki ogromnemu sezonowemu wzrostowi produkcji we wrześniu i październiku. Z punktu widzenia analizy sytuacji gospodarczej, ważny jest więc właśnie trend rozwojowy, możliwy do oszacowania dzięki statystycznym metodom "sezonowego wyrównywania" danych (tzn. eliminowania z obserwowanego w danym miesiącu lub kwartale tempa zmian produkcji tej ich części, która wynika z corocznych wahań sezonowych).
Problem pojawia się wówczas, kiedy nie dysponujemy wiarygodnymi danymi wyrównanymi sezonowo. Tak właśnie sprawa wygląda z naszymi statystykami produktu krajowego brutto (PKB). W takiej sytuacji musimy się posiłkować innymi wskaźnikami, gorzej opisującymi dynamikę rozwoju. W Polsce powszechnie używa się do analiz tempa wzrostu PKB w danym kwartale, w odniesieniu do analogicznego kwartału sprzed roku (ostatnie dostępne dane, dla I kwartału 2004 r., mówią o wzroście rzędu 6,9% - i to jest właśnie liczba, którą wszyscy się powszechnie posługują). Nie jest to jednak pomiar idealny.
To, że lato jest w polskiej gospodarce "kiepskie" (ze statystycznego, nie meteorologicznego punktu widzenia) jest więc po prostu wynikiem występowania wahań sezonowych w gospodarce. W innych krajach, w których np. większą rolę odgrywa sektor turystyczny, lato może być wręcz szczytowym okresem aktywności (por. ramka 4.).
Myślę, że po uwzględnieniu czynnika sezonowego okaże się, że w tym roku lato będzie dla naszej gospodarki bardzo dobre, choć rzeczywiście prawdziwie znakomite wyniki ujawnią się wówczas, gdy na trend wzrostu nałożą się pchające produkcję w górę czynniki sezonowe (a więc jesienią). A chwilowo, życzę wszystkim dobrej pogody i udanego wypoczynku! n