Czarne scenariusze realizują się: fatalna kondycja giełd zachodnich pozwoliła obronić się oporowi na poziomie 24 000 punktów (WIG), po czym rynek silnie zanurkował. Wybicie w dół z trzymiesięcznej formacji konsolidacyjnej wisi na włosku - w tym momencie tylko zdecydowana poprawa sytuacji na giełdach zagranicznych jest w stanie uratować sytuację, gdyż krajowy popyt przyjął chyba postawę mocno wyczekującą. Można w tej sytuacji liczyć się z kontynuacją korekty rozpoczętej w kwietniu br. - mogłaby ona sprowadzić WIG20 w okolice 1500-1550 punktów przed rozpoczęciem kolejnej, ostatniej już fali wzrostu. To jednak dopiero w październiku.
Dwa tygodnie temu pisałem o wygórowanych oczekiwaniach rynkowych analityków: prognozowany wzrost zysków był spore i trudno było spodziewać się wielu "pozytywnych niespodzianek". Mieliśmy za to kilka "wpadek", bo tak należy ocenić wyniki Dębicy, Kruszwicy czy nawet Kęt (tu wyniki kwartalne były zgodne z oczekiwaniami, ale pogorszyły się oczekiwania na przyszłość). Rynek był bezwzględny i ukarał wspomniane spółki spadkami nawet po 10% w ciągu kilku dni. Ogólnie można zauważyć, że spółki średnie wyceniane są znacząco wyżej (nawet 50%) niż kluczowe blue chipy, a różnica wynikająca z większych możliwości wzrostu w przyszłości nie powinna być chyba aż tak znacząca. Dlatego spodziewam się, że w najbliższych tygodniach WIG20 będzie indeksem silniejszym od MIDWIG, co prawdopodobnie przełoży się na większy spadek tego drugiego niż pierwszego.
Jeśli powyższy scenariusz się nie sprawdzi, to chyba tylko wskutek dalszego słabego zachowania banków. W ciągu dwóch miesięcy WIG-Banki stracił ponad 7% względem WIG i ta tendencja powinna trwać nadal, choć już w dużo wolniejszym tempie.
Zwróć uwagę:
Lentex - jeśli zgodnie z zapowiedziami cały tegoroczny zysk pójdzie na dywidendę, jej stopa sięgnie 7%.