Po czerwcowej decyzji RPP, zwiększającej koszt pieniądza o 50 punktów bazowych, rozpowszechniła się opinia, że Rada - poprzednio oceniana jako mocno gołębia - jest jednak wystarczająco odważna, by twardą ręką (i mocnymi podwyżkami stóp) zdławić oczekiwania inflacyjne. Zaskoczeniem było więc to, że w lipcu ta sama Rada zdecydowała się podwyższyć stopy jedynie o ćwierć punktu procentowego. Zdziwienie było tym większe, że w międzyczasie żadnej rewolucji w środowisku gospodarczym nie było.
W efekcie tych działań na rynkach - przyzwyczajonych do większej spójności działań RPP - zaczęły pojawiać się najdziksze dywagacje odnośnie przyczyn powyższej zmiany. A to, że Rada przestraszyła się swej odwagi. A to, że pierwsza podwyżka była jednak za mała i trzeba było poprawić "dwudziestką piątką". Etc., etc.
Wątpliwości te rozwiali sami członkowie RPP, sugerując jednoznacznie, że wynik lipcowego spotkania był rezultatem kompromisu wewnątrz Rady. Innymi słowy, jedni chcieli podwyższać dużo, inni mało lub wcale i krakowskim targiem stanęło na podwyżce 25-punktowej. A być może to jeszcze nie koniec zmian: do tej pory co najmniej kilku członków Rady zasugerowało, że powrotu do pięćdziesiątek wykluczyć nie można.
Ktoś może spytać, gdzie leży problem? Przecież nikt nie powiedział, że nie można dynamicznie zmieniać skali podwyżek - choćby w reakcji na zmiany w środowisku gospodarczym. Lecz nie jest to argumentacja do końca przekonująca. Skuteczność polityki celu inflacyjnego w znacznej mierze zależy od czynników niemierzalnych, takich jak wiarygodność banku centralnego czy też jakość komunikacji społecznej tej instytucji. Z tej perspektywy warto zastanowić się, jaki obraz kreuje RPP podwyższając stopy procentowe raz o 50, a raz o 25 punktów bazowych? Przecież komunikacja społeczna to nie tylko komunikat wydany po decyzji czy też konferencja po spotkaniu.
Pierwszy - pomimo widocznej poprawy - wciąż przypomina przegląd statystyczny, zaś konferencja nie jest dużo bardziej przystępna. Cóż, nie da się ukryć, że do tej pory comiesięczne przesłanie władz monetarnych raczej nie trafiało pod strzechy. W takiej sytuacji dla przeciętnego konsumenta główna informacja płynąca z decyzji Rady wciąż zawiera się właśnie w skali podwyżki.