Nastroje na parkiecie wciąż co chwila się zmieniają. Każdy większy ruch jest raczej świadectwem wyczerpywania się jego potencjału niż zalążkiem trwalszej tendencji. To cecha charakterystyczna trendu bocznego. Wydawało się, że ostra zniżka sprzed tygodnia będzie zapowiadać dalszy spadek. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Rynek zebrał siły i zaczął odreagowanie. Po pięciu dniach wzrostu wrócił do poziomu z 6 sierpnia. Wczorajsze notowania zakończyły się dokładnie na wysokości linii, prowadzonej po dołkach z czerwca i lipca. Jednocześnie kontrakty znalazły się w pobliżu dwóch linii łagodnego trendu spadkowego, obejmujących ostatnie dwa miesiące.
W związku z tym można przyjąć dwa scenariusze. W pesymistycznym wczorajsza zwyżka była końcowym akcentem odbicia i w następnych dniach dadzą znów o sobie znać niedźwiedzie. Wsparciem jest połowa wtorkowej świecy w okolicy 1650 pkt. Przełamanie tej bariery byłoby zwiastunem dalszego ruchu w dół. Wariant pozytywny opera się na przebiciu połowy czarnej świecy z 6 sierpnia (ok. 1675 pkt). To oznaczałoby wyjście ponad prostą łączącą czerwcowo-lipcowe dołki oraz przebicie linii prowadzonej po szczytach z lipca i sierpnia. W tej sytuacji wzrastałoby prawdopodobieństwo wyjścia ponad 1700 pkt.
O tym, że rynek ma duże trudności z wykrystalizowaniem jednoznacznej tendencji świadczy tygodniowy MACD. Znalazł się on ostatnio na poziomie równowagi, który daje wsparcie. Równocześnie utrzymuje się sygnał sprzedaży, który nastąpił po ukształtowaniu negatywnej dywergencji w II kwartale tego roku. W sumie więc dopóki kontrakt nie przedostanie się powyżej 1675 pkt, pięciosesyjne odbicie można traktować jako ruch powrotny do prostej łączącej kolejne dołki począwszy od połowy czerwca.