Już niedługo z portfeli Niemców mogą zniknąć najniższe nominały monet. Wyprowadzenie z obiegu jedno- i dwueurocentówek poważnie biorą pod uwagę zarówno Bundesbank, jak i Ministerstwo Finansów.

Władze naszych zachodnich sąsiadów rozważają wprowadzenie zasady nakazującej handlowcom zaokrąglanie cen do pełnych 5 eurocentów. Na taki krok zdecydowały się już dwa spośród dwunastu krajów posługujących się wspólnym pieniądzem - Finlandia i Holandia. - Możemy sobie wyobrazić takie rozwiązanie w przypadku Niemiec - przyznał wczoraj w wypowiedzi dla dziennika gospodarczego "Handelsblatt" Wolfgang Soeffner, szef departamentu ds. obiegu gotówkowego w Bundesbanku.

W całej sprawie chodzi o zachowanie podstawowych zasad ekonomii. Według niemieckiej gazety, już teraz koszty produkcji i transportu przewyższają nominalną wartość eurocentówek. Przesądzają o tym tegoroczne, gwałtowne zwyżki cen stali, podstawowego surowca wykorzystywanego przez mennice. Obok banku centralnego Niemiec, nad ekonomicznym sensem utrzymywania w obiegu jedno- i dwueurocentówek obecnie zastanawia się jeszcze jego odpowiednik w Belgii.

Planom wyprowadzenia z obiegu monet o najniższych nominałach niechętni są niemieccy detaliści. Przedstawiciele stowarzyszenia HDE powiedzieli "Handelsblattowi", że handlowcy boją się nowej fali oskarżeń o wykorzystywanie okazji do podniesienia cen, jak to miało miejsce przy przechodzeniu na euro. Wspólna europejska waluta została przez Niemców ochrzczona nawet mianem "teuro" ("teuer" znaczy po niemiecku "drogi"), bo powszechne odczucie było takie, że przy przeliczaniu cen z wycofywanych z obiegu marek detaliści zaokrąglali ceny raczej w górę niż w dół.

Ciekawe, co na to wszystko NBP i jaki los czeka nasze jedno- i dwugroszówki? Wszak w zawartości stali eurocentówkom bez wątpienia dorównują, a wartość reprezentują ponad cztery razy niższą...