Nadal nierozstrzygnięta pozostaje kwestia kierunku dalszego ruchu rynku. Środowe podejście pod górną linię kanału groziło przebiciem i wyjściem górą. Groziło - oczywiście dla posiadaczy krótkich pozycji. Ruch ten wyglądał jednak dosyć "lipnie" i pewnie by się załamał nawet bez pomocy RPP. Tymczasem po środowo--czwartkowym ochłodzeniu w piątek przyszło nam się znów mierzyć z poziomem 1720 pkt. Indeks powoli i systematycznie piął się przez cały dzień. Dwa dni temu wydawało się, że po fiasku wzrostu czeka nas przecena gdzieś na 1660 pkt. Po niespodziewanej decyzji RPP, "niewidzialna ręka rynku" zmieniła jednak zdanie i skierowała WIG20 na przekór - do góry. Oczywiście wrażenie wywołane takim obrotem sprawy zachwiało wiarą w spadki. Posiadacze krótkich pozycji zamykali je w piątek zdezorientowani.
Ale czy rynek jest rzeczywiście silny, na jaki wygląda z obserwacji wykresu? Po pierwsze obrót. Ten wyniósł 225 mln (dla WIG20). Niby dużo, ale z tego 95 mln przypada na TP. Doszło tam do 13 transakcji o wolumenie ponad 100 tys. szt. A to są raczej transakcje umówione. Jeszcze gorzej na papierach BPH i PKN. Tam było zaledwie kilka transakcji, które podniosły wolumen. Te trzy spółki wygenerowały 70% obrotu. Poza tym aktywność była znikoma.
Każde podejście w pobliże szczytu wywołuje uzasadniony strach w posiadaczach krótkich pozycji. Tak stało się i tym razem. Na koniec sesji zostało zaledwie 19,7 tys. otwartych pozycji. Gdyby ten ostatni wzrost miał mieć dalszy ciąg - LOP zapewne by nie zmalał do tak niskiego poziomu. Posiadacze "długich" realizowali zyski od połowy sesji, szczególnie o 16.10. Nie przewidują na razie wzrostu. Szansa na wybicie z kanału jest mała.