Skarbiec-Emerytura na piąte miejsce wśród funduszy emerytalnych awansował po tym, jak na przełomie 2002 i 2003 r. wchłonął OFE Ego. Stracił je po grubo ponad 1,5 roku. To o tyle bolesna porażka funduszu, że na uzyskanie tej pozycji zarządzające nim towarzystwo - a właściwie jego właściciele - wydali ok. 300 mln zł. Generali zaś, które wyprzedził Skarbiec, nie dokonywał żadnych zakupów.
Przypadek Skarbca potwierdza tylko regułę, że kupno funduszu emerytalnego nie jest najlepszym sposobem na zwiększenie udziału w rynku. Wcześniej z podobnym zetknęło się OFE Pekao - przed fuzją Skarbca i Ego ten fundusz był największym przejmującym na rynku. Wchłonął trzy mniejsze fundusze. Mimo to obecnie zajmuje gorszą pozycję (teraz jest 14. pod względem wielkości aktywów) niż kilka lat temu, gdy zakończył wszystkie fuzje (na początku 2002 r. był 12.).
Dlaczego nie opłaca się przejmować konkurentów? Klienci funduszu przejmowanego stają się łatwym celem dla akwizytorów - widzą, że czekają ich zmiany, ale nie wiedzą, jakie reguły panują w funduszu przejmującym. W rezultacie wielu odchodzi. Poza tym - klienci odchodzą również z funduszy, które osiągają gorsze wyniki od konkurencji.
W minionym miesiącu - jak co kwartał - miała miejsce wypłata transferowa - do nowych funduszy przelano pieniądze tych osób, które zdecydowały się na pożegnanie z dotychczasowym OFE. W rezultacie rezygnacje klientów widać w danych o sierpniowych aktywach. W kilku przypadkach są one niższe niż w lipcu - chodzi właśnie o OFE Skarbiec-Emerytura oraz OFE Kredyt Banku. Oba fundusze należą do najsłabszych pod względem wyników.
Jednak - jeśli dokładnie przyjrzeć się danym o aktywach - okaże się, że również inne OFE nie zaliczą sierpniowej wypłaty transferowej do udanych. W trzech przypadkach wartość aktywów jest niższa od tej z lipca, ale powiększonej o tyle, o ile wzrosła wartość jednostki rozrachunkowej. Te fundusze to wspominany już OFE Pekao, a także Dom i Ergo Hestia.