Krajowy rynek akcji przetrwał w nadspodziewanie dobrej formie zarówno kwietniowo-majową wyprzedaż akcji na rynkach "wschodzących" (indeks MSCI EM Free spadł wtedy o 17,7%, do najniższego poziomu od listopada 2003 r.), jak i późniejsze trwające do sierpnia osuwanie się w dół cen akcji na głównych rynkach (do najniższych poziomów od końca 2003 r.). W efekcie ogólnoświatowy wzrost cen akcji, który nastąpił w minionym miesiącu, pociągnął WIG do poziomu niewiele niższego od kwietniowego szczytu hossy.
Nie jest to sytuacja typowa, jeśli wziąć pod uwagę, że do minimum cyklu sezonowego pozostało zaledwie kilka tygodni. Ci uczestnicy rynku, którzy od wiosny czekali na typowy październikowy dołek, mogą się czuć zdezorientowani. Tego typu odporność prezentowana w trakcie korekty często zapowiada bowiem szybkie wzrosty po jej zakończeniu.
W przeszłości można znaleźć kilka przykładów podobnie silnego zachowania naszego rynku w przeddzień sezonowego minimum. Najbardziej charakterystyczne wystąpiły w latach 1995-1997. W 1995 r. WIG odrobił do połowy września wszystkie straty poniesione w trakcie wiosennej korekty, by do grudnia stracić 20%. W 1996 r. 15-proc. spadek nastąpił dopiero w październiku. Rok później WIG odrabiał straty poniesione w okresie luty-lipiec aż do połowy października, by następnie - wskutek wybuchu gorącej fazy kryzysu azjatyckiego - stracić 27% do stycznia. Można tu również przywołać przykład roku ubiegłego, w którym sezonowa zwyżka zaczęła się dopiero po zakończeniu 14-proc. wyprzedaży w okresie październik-listopad.
Jak widać, nawet przetrwanie naszego rynku w dobrej formie do października nie gwarantuje natychmiastowego rozpoczęcia sezonowej fali zwyżek. Nie bardzo zresztą wiadomo, jakie miałoby być uzasadnienie takiego wzrostu cen polskich akcji do nowych szczytów. Wszystkie znane mi wskaźniki, które na podstawie doświadczeń ostatnich lat można podejrzewać o wyprzedzanie zmian koniunktury gospodarczej, ostrzegają przed kontynuacją cyklicznego osłabienia gospodarczego w 2005 r. (do końca tego roku możliwa jest pewna poprawa). Na świecie zaś na lata 2005-2006 przypada spadkowa faza niezawodnego cyklu "prezydenckiego".