Od wzrostu cen akcji rozpoczął się nowy tydzień na czołowych giełdach światowych. Najważniejsze europejskie indeksy zyskały dość wyraźnie na wartości. Londyński Footsie wzrósł o 0,3%, frankfurcki DAX o 1,73%, a paryski CAC-40 o 1,3%. Inwestorzy na naszym kontynencie zwrócili przede wszystkim uwagę na spółki z branży high-tech, na czele z holenderskim Philipsem czy francuskim Alcatelem. Również w Stanach Zjednoczonych poniedziałek rozpoczął się od wzrostu. Indeks Dow Jones Industrial Average zyskał do godz. 22.00 naszego czasu 0,03%, a Nasdaq Composite zwyżkował o 0,85%. W cenie były papiery spółek naftowych. Znów drożeje ropa, tym bardziej że rosną obawy, iż szalejący na Karaibach nowy huragan - Ivan - może spowodować przerwy w dostawach tego surowca z Wenezueli i złóż z Zatoki Meksykańskiej. Drożały też papiery firm high-tech.
Wczorajszy wzrost indeksów zbiegł się w czasie z opublikowaniem przez Citigroup informacji na temat polityki inwestycyjnej. Specjalna komisja złożona z ekspertów tej największej światowej instytucji finansowej (w jej skład weszli dyrektor ds. inwestycyjnych Edward Kerschner, główny specjalista ds. rynku akcji w USA Tobias Levkovich i szef działu analizy technicznej Louise Yamada), uznała, że w portfelu należy zwiększyć udział akcji z 55%, do 60%. W przypadku obligacji udział pozostał ten sam - 35%, a w przypadku gotówki spadł z 10%, do 5%. Zdaniem Komisji, w najbliższych kwartałach warunki do inwestowania w akcje poprawią się. 2005 rok powinien być pod tym względem lepszy niż bieżący rok. Levkovich uważa, że na koniec przyszłego roku indeks S&P 500 będzie wynosił 1225 pkt, co oznacza 9-proc. zwyżkę w stosunku do zamknięcia w piątek. Dow Jones ma sięgnąć natomiast 11 700 pkt (obecnie oscyluje w granicach 10 300-10 400 pkt) Warto zauważyć, że ten analityk dosyć dobrze przewidział poziom wskaźnika S&P 500 w ub.r., myląc się zaledwie o 65 pkt. Z kolei Louise Yamada to najlepszy analityk techniczny 2003 roku według rankingu specjalistycznego magazynu "Institutional Investor".